Widzisz wypowiedzi znalezione dla hasła: tradycje wielkanocne pisanki

Temat: Dlaczego Tatarzy w Polsce po 300 latach
Da: WULGARNIE ALE CZY KLAMLIWIE??? TATARZY ZAWSZE MUREM ZA NAMI STALI. WALCZYLI
U BOKU SOBIESKIEGO. WALCZYLI Z KOMUNISTAMI. CZY ZYDZI MOGA SIE POSZCZYCIC TAKA
SAMA LOJALNOSCIA, CHOC MIESZKACIE Z NAMI NIE 300 A 800 LAT?
eres: Słów kilka o Tatarach w świetle polskiej historii najnowszej.
Stara to prawda, że Tatarzy zgodnie współżyli ze swoimi sąsiadami, a zwłaszcza
z Polakami i Białorusinami. Odwiedzano się w czasie świąt muzułmańskich i
chrześcijańskich, razem obchodzono święta narodowe i wspólnie radzono nad
problemami występującymi w ich miejscowościach. Mimo głębokiego przywiązania do
islamu Tatarzy na swój sposób obchodzili także święta chrześcijańskie. Bogatsi
Tatarzy, zatrudniający u siebie służbę chrześcijańską, urządzali dla niej
wigilię, a na
Wielkanoc obdarzali
pisankami. Zezwalali też na wieszanie w
pokojach służby ikon bądź świętych obrazków katolickich. Tolerancja znana była
u Tatarów z dawien dawna. Podobnie jak i do innych narodowości zamieszkałych
na kresach, tak też i do Żydów odnosili się Tatarzy bez żadnych uprzedzeń,
pozostając z dala od narastającego w tamtych czasach konfliktu arabsko-
żydowskiego w Palestynie.
Dodam jeszcze kilka ciekawych faktów o kontynuacji
tradycji wojskowych w
służbie Rzeczpospolitej, bowiem do
tradycji wojskowych Tatarzy polscy
przywiązywali wyjątkowe znaczenie. Była ona namiastką ich najstarszego i
jednocześnie najważniejszego zajęcia. Uważali oni, iż każdy młody mężczyzna
przez pewien okres życia powinien przebywać w koszarach, poddając się
dyscyplinie i rygorowi wojskowemu, dzięki czemu zdobywał wszelkie atrybuty
męskości. Zatem biada była każdemu młodemu Tatarowi, jeśli z jakichś przyczyn
nie został powołany do wojska lub uchylał się od służby wojskowej. Starsi
potępiali go za to, że nie kontynuował
tradycji przodków, a młodsi wykpiwali go
jako niepełnosprawnego mężczyznę. Nie miał on także większego wzięcia u
dziewcząt.
Od czasu likwidacji pułku tatarskiego Tatarzy nie ustępowali w swoich
dążeniach, aby ponownie przywrócić własną jednostkę wojskową. Nie uwzględniali
oni przy tym faktu, iż stanowią zbyt małą liczebnie społeczność, która nie
byłaby w stanie wystawić własną formację. Jednakże grupy zapaleńców, byłych
wojskowych, jak i działaczy ZKOTRP, przyniosły spodziewane rezultaty. Wiosną
1936 r. Ministerstwo Spraw Wojskowych czyniąc zadość ich życzeniu, zezwoliło na
przemianowanie I. Szwadronu 13. Pułku Ułanów Wileńskich na I. Szwadron
Tatarski, w którym od tamtego roku odbywali służbę wojskową poborowi
muzułmanie. Do Szwadronu Tatarskiego kierowano również Tatarów absolwentów
szkoły podoficerskiej pułku. W dniu 25.7.1937 r. w Nowej Wilejce nastąpiło w
obecności wojewody wileńskiego Ludwika Bociańskiego oraz z udziałem
przedstawicieli Wojska Polskiego i delegacji tatarskiej uroczyste wręczenie
buńczuka oraz - nawiązującego także do dawnych wzorców - proporca
szwadronowego. Pierwszym dowódcą szwadronu był rtm. Michał Bohdanowicz, który
dn. 15.V.1938 r. zdał szwadron rtm. Bazylowi Marciszowi. 25.10. tego roku
dowódcą Szwadronu Tatarskiego mianowano rtm. Aleksandra Jeliaszkiewicza,
muzułmanina.
Podczas II. wojny światowej i okupacji większość Tatarów polskich podzieliła
los całego narodu polskiego. W wojnie obronnej 1939 r. walczyli Tatarzy nie
tylko w ramach swojego szwadronu, lecz także uczestniczyli w walce z najazdem
niemieckim w innych formacjach wojskowych. Okres ten stanowi inny, wielce
ciekawy rozdział historii wojny obronnej 1939 r..
Temat: Muzułmanie w PL ???????????
Nie szukaj dziury w całym!
Muzułmanie żyją w naszym kraju od XIV wieku. Są nimi Tatarzy polscy. Stara to
prawda, że Tatarzy zgodnie współżyli ze swoimi sąsiadami. Dotyczyło to w
szczególności Polaków i Białorusinów. Odwiedzano się w czasie świąt
muzułmańskich i chrześcijańskich, razem obchodzono święta narodowe i wspólnie
radzono nad problemami występującymi w ich miejscowościach. Mimo głębokiego
przywiązania do islamu Tatarzy na swój sposób obchodzili także święta
chrześcijańskie. Bogatsi Tatarzy, zatrudniający u siebie służbę chrześcijańską,
urządzali dla niej wigilię, a na
Wielkanoc obdarzali
pisankami. Zezwalali też
na wieszanie w pokojach służby ikon bądź świętych obrazków katolickich.
Tolerancja znana była u Tatarów z dawien dawna. Podobnie jak i do innych
narodowości zamieszkałych na kresach, tak też i do Żydów odnosili się Tatarzy
bez żadnych uprzedzeń, pozostając z dala od narastającego w tamtych czasach
konfliktu arabsko-żydowskiego w Palestynie.
Dodam jeszcze kilka ciekawych faktów o kontynuacji
tradycji wojskowych w
służbie Rzeczpospolitej, bowiem do
tradycji wojskowych Tatarzy polscy
przywiązywali wyjątkowe znaczenie. Była ona namiastką ich najstarszego i
jednocześnie najważniejszego zajęcia. Uważali oni, iż każdy młody mężczyzna
przez pewien okres życia powinien przebywać w koszarach, poddając się
dyscyplinie i rygorowi wojskowemu, dzięki czemu zdobywał wszelkie atrybuty
męskości. Zatem biada była każdemu młodemu Tatarowi, jeśli z jakichś przyczyn
nie został powołany do wojska lub uchylał się od służby wojskowej. Starsi
potępiali go za to, że nie kontynuował
tradycji przodków, a młodsi wykpiwali go
jako niepełnosprawnego mężczyznę. Nie miał on także większego wzięcia u
dziewcząt.
Od czasu likwidacji pułku tatarskiego Tatarzy nie ustępowali w swoich
dążeniach, aby ponownie przywrócić własną jednostkę wojskową. Nie uwzględniali
oni przy tym faktu, iż stanowią zbyt małą liczebnie społeczność, która nie
byłaby w stanie wystawić własną formację. Jednakże grupy zapaleńców, byłych
wojskowych, jak i działaczy ZKOTRP, przyniosły spodziewane rezultaty. Wiosną
1936 r. Ministerstwo Spraw Wojskowych czyniąc zadość ich życzeniu, zezwoliło na
przemianowanie I. Szwadronu 13. Pułku Ułanów Wileńskich na I. Szwadron
Tatarski, w którym od tamtego roku odbywali służbę wojskową poborowi
muzułmanie. Do Szwadronu Tatarskiego kierowano również Tatarów absolwentów
szkoły podoficerskiej pułku. W dniu 25.7.1937 r. w Nowej Wilejce nastąpiło w
obecności wojewody wileńskiego Ludwika Bociańskiego oraz z udziałem
przedstawicieli Wojska Polskiego i delegacji tatarskiej uroczyste wręczenie
buńczuka oraz - nawiązującego także do dawnych wzorców - proporca
szwadronowego. Pierwszym dowódcą szwadronu był rtm. Michał Bohdanowicz, który
dn. 15.V.1938 r. zdał szwadron rtm. Bazylowi Marciszowi. 25.10. tego roku
dowódcą Szwadronu Tatarskiego mianowano rtm. Aleksandra Jeliaszkiewicza,
muzułmanina.
Podczas II. wojny światowej i okupacji większość Tatarów polskich podzieliła
los całego narodu polskiego. W wojnie obronnej 1939 r. walczyli Tatarzy nie
tylko w ramach swojego szwadronu, lecz także uczestniczyli w walce z najazdem
niemieckim w innych formacjach wojskowych. Okres ten stanowi inny, wielce
ciekawy rozdział historii wojny obronnej 1939 r..
Temat: Najwieksza diaspora, Żydzi czy Tatarzy?
Myślę, że warto Twój post uzupełnić o kilka dalszych uwag dot. Tatarów w
świetle polskiej historii najnowszej.
Stara to prawda, że Tatarzy zgodnie współżyli ze swoimi sąsiadami. Dotyczyło to
w szczególności Polaków i Białorusinów. Odwiedzano się w czasie świąt
muzułmańskich i chrześcijańskich, razem obchodzono święta narodowe i wspólnie
radzono nad problemami występującymi w ich miejscowościach. Mimo głębokiego
przywiązania do islamu Tatarzy na swój sposób obchodzili także święta
chrześcijańskie. Bogatsi Tatarzy, zatrudniający u siebie służbę chrześcijańską,
urządzali dla niej wigilię, a na
Wielkanoc obdarzali
pisankami. Zezwalali też
na wieszanie w pokojach służby ikon bądź świętych obrazków katolickich.
Tolerancja znana była u Tatarów z dawien dawna. Podobnie jak i do innych
narodowości zamieszkałych na kresach, tak też i do Żydów odnosili się Tatarzy
bez żadnych uprzedzeń, pozostając z dala od narastającego w tamtych czasach
konfliktu arabsko-żydowskiego w Palestynie.
Dodam jeszcze kilka ciekawych faktów o kontynuacji
tradycji wojskowych w
służbie Rzeczpospolitej, bowiem do
tradycji wojskowych Tatarzy polscy
przywiązywali wyjątkowe znaczenie. Była ona namiastką ich najstarszego i
jednocześnie najważniejszego zajęcia. Uważali oni, iż każdy młody mężczyzna
przez pewien okres życia powinien przebywać w koszarach, poddając się
dyscyplinie i rygorowi wojskowemu, dzięki czemu zdobywał wszelkie atrybuty
męskości. Zatem biada była każdemu młodemu Tatarowi, jeśli z jakichś przyczyn
nie został powołany do wojska lub uchylał się od służby wojskowej. Starsi
potępiali go za to, że nie kontynuował
tradycji przodków, a młodsi wykpiwali go
jako niepełnosprawnego mężczyznę. Nie miał on także większego wzięcia u
dziewcząt.
Od czasu likwidacji pułku tatarskiego Tatarzy nie ustępowali w swoich
dążeniach, aby ponownie przywrócić własną jednostkę wojskową. Nie uwzględniali
oni przy tym faktu, iż stanowią zbyt małą liczebnie społeczność, która nie
byłaby w stanie wystawić własną formację. Jednakże grupy zapaleńców, byłych
wojskowych, jak i działaczy ZKOTRP, przyniosły spodziewane rezultaty. Wiosną
1936 r. Ministerstwo Spraw Wojskowych czyniąc zadość ich życzeniu, zezwoliło na
przemianowanie I. Szwadronu 13. Pułku Ułanów Wileńskich na I. Szwadron
Tatarski, w którym od tamtego roku odbywali służbę wojskową poborowi
muzułmanie. Do Szwadronu Tatarskiego kierowano również Tatarów absolwentów
szkoły podoficerskiej pułku. W dniu 25.7.1937 r. w Nowej Wilejce nastąpiło w
obecności wojewody wileńskiego Ludwika Bociańskiego oraz z udziałem
przedstawicieli Wojska Polskiego i delegacji tatarskiej uroczyste wręczenie
buńczuka oraz - nawiązującego także do dawnych wzorców - proporca
szwadronowego. Pierwszym dowódcą szwadronu był rtm. Michał Bohdanowicz, który
dn. 15.V.1938 r. zdał szwadron rtm. Bazylowi Marciszowi. 25.10. tego roku
dowódcą Szwadronu Tatarskiego mianowano rtm. Aleksandra Jeliaszkiewicza,
muzułmanina.
Podczas II. wojny światowej i okupacji większość Tatarów polskich podzieliła
los całego narodu polskiego. W wojnie obronnej 1939 r. walczyli Tatarzy nie
tylko w ramach swojego szwadronu, lecz także uczestniczyli w walce z najazdem
niemieckim w innych formacjach wojskowych. Okres ten stanowi inny, wielce
ciekawy rozdział historii wojny obronnej 1939 r..
Temat: Szlachta tatarska w Rzeczypospolitej
Twoje ciekawe relacje warto uzupełnić o kilka uwag dot. Tatarów w świetle
polskiej historii najnowszej.
Tatarzy zgodnie współżyli ze swoimi sąsiadami. Dotyczyło to w szczególności
Polaków i Białorusinów. Odwiedzano się w czasie świąt muzułmańskich i
chrześcijańskich, razem obchodzono święta narodowe i wspólnie radzono nad
problemami występującymi w ich miejscowościach. Mimo głębokiego przywiązania do
islamu Tatarzy na swój sposób obchodzili także święta chrześcijańskie. Bogatsi
Tatarzy, zatrudniający u siebie służbę chrześcijańską, urządzali dla niej
wigilię, a na
Wielkanoc obdarzali
pisankami. Zezwalali też na wieszanie w
pokojach służby ikon bądź świętych obrazków katolickich. Tolerancja znana była
u Tatarów z dawien dawna. Podobnie jak i do innych narodowości zamieszkałych
na kresach, tak też i do Żydów odnosili się Tatarzy bez żadnych uprzedzeń,
pozostając z dala od narastającego w tamtych czasach konfliktu arabsko-
żydowskiego w Palestynie.
Dodam jeszcze kilka ciekawych faktów o kontynuacji
tradycji wojskowych w
służbie Rzeczpospolitej, bowiem do
tradycji wojskowych Tatarzy polscy
przywiązywali wyjątkowe znaczenie. Była ona namiastką ich najstarszego i
jednocześnie najważniejszego zajęcia. Uważali oni, iż każdy młody mężczyzna
przez pewien okres życia powinien przebywać w koszarach, poddając się
dyscyplinie i rygorowi wojskowemu, dzięki czemu zdobywał wszelkie atrybuty
męskości. Zatem biada była każdemu młodemu Tatarowi, jeśli z jakichś przyczyn
nie został powołany do wojska lub uchylał się od służby wojskowej. Starsi
potępiali go za to, że nie kontynuował
tradycji przodków, a młodsi wykpiwali go
jako niepełnosprawnego mężczyznę. Nie miał on także większego wzięcia u
dziewcząt.
Od czasu likwidacji pułku tatarskiego Tatarzy nie ustępowali w swoich
dążeniach, aby ponownie przywrócić własną jednostkę wojskową. Nie uwzględniali
oni przy tym faktu, iż stanowią zbyt małą liczebnie społeczność, która nie
byłaby w stanie wystawić własną formację. Jednakże grupy zapaleńców, byłych
wojskowych, jak i działaczy ZKOTRP, przyniosły spodziewane rezultaty. Wiosną
1936 r. Ministerstwo Spraw Wojskowych czyniąc zadość ich życzeniu, zezwoliło na
przemianowanie I. Szwadronu 13. Pułku Ułanów Wileńskich na I. Szwadron
Tatarski, w którym od tamtego roku odbywali służbę wojskową poborowi
muzułmanie. Do Szwadronu Tatarskiego kierowano również Tatarów absolwentów
szkoły podoficerskiej pułku. W dniu 25.7.1937 r. w Nowej Wilejce nastąpiło w
obecności wojewody wileńskiego Ludwika Bociańskiego oraz z udziałem
przedstawicieli Wojska Polskiego i delegacji tatarskiej uroczyste wręczenie
buńczuka oraz - nawiązującego także do dawnych wzorców - proporca
szwadronowego. Pierwszym dowódcą szwadronu był rtm. Michał Bohdanowicz, który
dn. 15.V.1938 r. zdał szwadron rtm. Bazylowi Marciszowi. 25.10. tego roku
dowódcą Szwadronu Tatarskiego mianowano rtm. Aleksandra Jeliaszkiewicza,
muzułmanina.
Podczas II. wojny światowej i okupacji większość Tatarów polskich podzieliła
los całego narodu polskiego. W wojnie obronnej 1939 r. walczyli Tatarzy nie
tylko w ramach swojego szwadronu, lecz także uczestniczyli w walce z najazdem
niemieckim w innych formacjach wojskowych. Okres ten stanowi inny, wielce
ciekawy rozdział historii wojny obronnej 1939 r..
Temat: Delegacja Swiatowego Kongresu Zydow...
Umiarkowani... hm...
Bardzo proszę autorów określenia „umiarkowani” o sprecyzowanie tego
pojęcia w odniesieniu do polskich Tatarów.
Myślę, że ten przymiotnik to słowo-wytrych, które można zastosować
do wszystkich konfesji.
Polscy Tatarzy to dobrzy polscy obywatele i po prostu muzułmanie.
Nie rozumiem dlaczego stosować jeszcze jakiekolwiek przymiotniki w
odniesieniu do wyznawanej przez Tatarów konfesji.
O polskich Tatarach można mówić wyłącznie pozytywnie. I ja znam
kilku polskich Tatarów, nie dostrzegłem w żadnym z nich śladu
poczucia odrębności w odniesieniu do naszego całego społeczeństwa.
O polskich Tatarach niżej słów kilka.
Znana to i stara prawda, że Tatarzy zgodnie współżyli i współżyją ze
swoimi sąsiadami w szczególności z Polakami i Białorusinami.
Odwiedzano się w czasie świąt muzułmańskich i chrześcijańskich,
razem obchodzono święta narodowe i wspólnie radzono nad problemami
występującymi w ich miejscowościach. Mimo głębokiego przywiązania do
islamu Tatarzy na swój sposób obchodzili także święta
chrześcijańskie. Bogatsi Tatarzy, zatrudniający u siebie służbę
chrześcijańską, urządzali dla niej wigilię, a na
Wielkanoc obdarzali
pisankami. Zezwalali też na wieszanie w pokojach służby ikon bądź
świętych obrazków chrześcijańskich. Tolerancja znana była u Tatarów
z dawien dawna. Podobnie jak i do innych narodowości zamieszkałych
na kresach, tak też i do Żydów odnosili się Tatarzy bez żadnych
uprzedzeń, pozostając z dala od narastającego w tamtych czasach
konfliktu arabsko-żydowskiego w Palestynie.
Dodam jeszcze kilka ciekawych faktów o kontynuacji
tradycjiwojskowych w służbie Rzeczpospolitej, bowiem do
tradycji wojskowych
Tatarzy polscy przywiązywali wyjątkowe znaczenie. Była ona namiastką
ich najstarszego i jednocześnie najważniejszego zajęcia. Uważali
oni, iż każdy młody mężczyzna przez pewien okres życia powinien
przebywać w koszarach, poddając się dyscyplinie i rygorowi
wojskowemu, dzięki czemu zdobywał wszelkie atrybuty męskości. Zatem
biada była każdemu młodemu Tatarowi, jeśli z jakichś przyczyn nie
został powołany do wojska lub uchylał się od służby wojskowej.
Starsi potępiali go za to, że nie kontynuował
tradycji przodków, a
młodsi wykpiwali go jako niepełnosprawnego mężczyznę. Nie miał on
także większego wzięcia u dziewcząt.
Od czasu likwidacji pułku tatarskiego Tatarzy nie ustępowali w
swoich dążeniach, aby ponownie przywrócić własną jednostkę wojskową.
Nie uwzględniali oni przy tym faktu, iż stanowią zbyt małą liczebnie
społeczność, która nie byłaby w stanie wystawić własną formację.
Jednakże grupy zapaleńców, byłych wojskowych, jak i działaczy
ZKOTRP, przyniosły spodziewane rezultaty. Wiosną 1936 r.
Ministerstwo Spraw Wojskowych czyniąc zadość ich życzeniu, zezwoliło
na przemianowanie I. Szwadronu 13. Pułku Ułanów Wileńskich na I.
Szwadron Tatarski, w którym od tamtego roku odbywali służbę wojskową
poborowi muzułmanie. Do Szwadronu Tatarskiego kierowano również
Tatarów absolwentów szkoły podoficerskiej pułku. W dniu 25.7.1937 r.
w Nowej Wilejce nastąpiło w obecności wojewody wileńskiego Ludwika
Bociańskiego oraz z udziałem przedstawicieli Wojska Polskiego i
delegacji tatarskiej uroczyste wręczenie buńczuka oraz -
nawiązującego także do dawnych wzorców - proporca szwadronowego.
Pierwszym dowódcą szwadronu był rtm. Michał Bohdanowicz, który dn.
15.V.1938 r. zdał szwadron rtm. Bazylowi Marciszowi. 25.10. tego
roku dowódcą Szwadronu Tatarskiego mianowano rtm. Aleksandra
Jeliaszkiewicza, muzułmanina.
Podczas II wojny światowej i okupacji zarówno niemieckiej, jak i
sowieckiej większość Tatarów polskich podzieliła los całego narodu
polskiego. W wojnie obronnej 1939 r. walczyli Tatarzy nie tylko w
ramach swojego szwadronu, lecz także uczestniczyli w walce z
najazdem niemieckim w innych formacjach wojskowych. Okres ten
stanowi inny, wielce ciekawy rozdział historii wojny obronnej 1939
r..
Temat: Zaduszki.....
I to też było na stronie www.
Zaduszki, Wszystkich Swietych czy laickie Swieto Zmarlych to, w naszym, w
wiekszosci katolickim kraju, czas smutku, zalosci, czas przywolywania w
wspomnieniach zmarlych. Ale czy tak jest wszedzie, czy caly swiat zyje tylko
martyrologia, czy wszedzie sa tak silnie gloryfikowane cierpienie i smutek?
Zajrzyjmy do naszych sasiadow ze wschodu – wyznawcy prawoslawia, podobnie jak
katolicy wierza w istnienie obustronnej wiezi miedzy miedzy swiatem zywych i
umarlych. Ich krotkim nabozenstwom w intencji dusz zmarlych patronuja sw.
Dymitr i Jan Chrzciciel (w sierpniowe swieto sciecia Jana Chrzciciela
prawoslawni wspominaja poleglych zolnierzy). U prawoslawnych jest zwyczaj
strojenia grobow ...
pisankami, na
Wielkanoc.
Tradycja majaca korzenie w tak
ciagle nam bliskim poganstwie.
Trzeci co do wielkosci odlam chrzescijanstwa, protestantyzm, ma calkiem
odmienne podejscie do grobow. Wynika to poniekad z jego zasad – protestanci
uwazaja, ze smierc przerywa wszelkie wiezi miedzy zywymi a zmarlymi. Nie ma
modlitw i nabozenstw w intencji zmarlych. Nie ma kultu zmarlych, nie ma zniczy,
dekorowania grobow chryzantemami. Jest za to Pamiec. Wazne, by zmarly pozostal
we wspomnieniach, by jego czyny przetrwaly. Groby protestanckie to najczesciej
kamienne tablice lub tabliczki, na ktorych czesto jest napisane tylko imie
zmarlego.
Swieto Zmarlych wprowadzone zostalo do kalendarza chrzescijanskiego w IX wieku
jako pamiec o zmarlych. Jego data zbiegala sie z celtyckim nowym rokiem, ale
takze z dniem, w ktorym w przyblizeniu, wg sprawozdania mojzeszowego rozpoczal
sie potop. Swieto koscielne jest przedluzeniem wierzen i obyczajow naszych
przodkow. Jeszcze do niedawna panowal zwyczaj pieczenia chleba, gotowania bobu
i kaszy, ktore wraz z miodem i wodka byly pozostawiane na noc na stolach, by
przychodzace dusze mogly posilic sie. Zostawiano otwarte drzwi, by ulatwic
duszom odwiedzenie swojego domostwa. Palace sie na cmentarzch ogniska, a potem
swieczki byly znakiem wskazujacym droge blakajacym sie dusza.
W
tradycji judaustycznej nie ma swieta poswieconego zmarlym. Zydzi modla sie
przez jedenascie miesiecy zaloby, a nastepnie w rocznice smierci odprawiaja
kadysz i zapalaja swiece jorcajtowa.
Swiat nie konczy sie na Europie. W odmiennej kulturze, w Japonii, odpowiednik
naszego Swieta Zmarlych jest obchodzony przez kilka sierpniowych dni. Swieto
bon jest okazja do odwiedzenia rodzin i grobow. Na progach domow pala sie
latarnie witajace przychodzace duchy. Na domowych oltarzykach, butsudan,
specjalnie ozdabianych, skladane sa ofiary z ryzu i owocow. Pozegnanie dni
zmarlych zwiazane jest znow z paleniem latarni, a w niektorych rejonach Japonii
puszczane sa na wode specjalne lodeczki z ofiarami i latarenkami. Dla
Japonczykow nie ma znaczenia czy ktos jest buddysta, czy wyznawca szintoizmu.
W trakcie swieta bon wszyscy Japonczycy przyjezdzaja w swoje rodzinne strony,
odwiedzajac groby najblizszych.
Inny kontynent – inne zwyczaje. Meksyk, ze swoja miesznina
chrzescijanstwa i wierzen prekolumbijskich. Dla mieszkancow tego kraju
cmentarze nie kojarza sie ze smiercia i smutkiem, a sa miejscem spotkania
umarlych z zywymi. Zreszta ich zmarli nie odchodza na zawsze, popularne jest
przeswiadczenie o realnym z nimi kontakcie. Ostatnie tygodnie pazdziernika to
przyozdabianie ulic i sklepow kosciotrupami, w piekarniach sa wypiekane pan de
muerto – chleb symbolizujacy kosci nieboszczyka. Dzieci dostaja w prezencie
rozowe, cukrowe czaszki, a cukiernie oferuja torty w ksztalcie trumien. Kult
zmarlych poczatek ma w czasach prekolumbijskich – stad wkladanie do trumny
jedzenia, picia i innych rzeczy niezbednych w dalszej wedrowce. Obchody swieta
zmarlych rozpoczyna wielkie sprzatanie domu, by godnie przyjac przybywajace
dusze. Stoly przyozdabiane sa kwaitami, swiecami, pachnidlami, figurkami
swietych katolickich i jadlem i napojem. Jest alkohol dla dusz doroslych i
slodycze dla duszyczek dzieci. 1 listopada rodziny udaja sie na cmentarz, by
tam swietowac. Bogato udekorowane groby sa duma i honorem rodziny. Dla zmarlych
przynoszone jest jedzenie, spiewa sie ich ulubione piosenki. Atmosfera jest
wesola – przeciez zmarli przychodza po to, by cieszyc sie tym co sprawialo im
radosc za zycia. Ten sposob obchodzenia swieta nie jest spowodowany
lekcewazeniem przodkow. Powoduje go fatalizm. Nieuchronnemu odchodzeniu nie
mozna zapobiec, pozostaje tylko zaakceptowanie go i z drwina i radoscia
swietowac. Wszak smierc jest przedluzeniem zycia – beztroska wobec niej jest
swoistym oswajaniem tego, co nieuchronne.
I wreszcie czczenie pamieci bliskich nam osob, tych z ktorymi nie laczyly nas
wiezi rodzinne, ale inne – wspolne zainteresowania, sympatie, wspolnie
realizowane cele. Najbardziej znane sa chyba zaduszki muzyczne. Powstale w
latach piecdziesiatych Zaduszki Jazzowe byly jedyna mozliwoscia uprawiania tej
muzyki. Od lat w klubach muzycznych mozemy uczestniczyc w Zaduszkach Jazzowych,
Bluesowych, wspomajac tych, ktorzy juz nic nowego nie stworza, ale po ktorych
zostala Muzyka.
Inne srodowiska, inne obyczaje. Nie zawsze wiemy jak zgineli nasi bliscy, nie
wiemy gdzie sa ich ciala, a jesli wiemy, to Ich pamiec czcimy tak, by
podkreslic Ich styl, sposob zycia. Znany jest wszystkim milosnikom gor
Symboliczny Cmentarz lezacy nad Popradzkim Stawe, u stop Osterwy. Zostal on
otwarty w 1940 roku "Zmarlym na pamiatke a zyjacym na przestroge”. W pieknym,
wysokogorskim krajobrazie, na tatrzanskim granicie umieszczone sa tablice z
nazwiskami tych, ktorzy zgineli w Gorach Wysokich. Na prawie dwustu tablicach
umieszczone sa nazwiska takze Polakow. Nie tylko Slowacy maja Symboliczny
Cmentarz – w Karkonoszach, nad Kotlem Lomniczki kilka lat temu powstal jego
polski odpowiednik, z takim samym mottem.
Bliskie mi srodowisko ludzi morza. Tu tragedie nie sa rzadkoscia.... Zaginione
statki, okrety i jachty. Zaginione, zatopione w czasie wojny, w czasie pokoju,
przy dobrej i zlej pogodzie. I nie ma grobow, sa tylko przypuszczalne miejsca
spoczywania wrakow. Pamiec o marynarzach nie ginie. Jeszcze niedawno, na
polskich statkach, ktorych trasa przebiegala w okresie Zaduszkowym nad
miejscami zatoniec, byl zwyczaj zrzucania do morza wiencow. Srodowisko zeglarzy
tez ma swoje Zaduszki – jachty wyplywaja w morze, na jeziora i wience z
plonacymi swieczkami plynace woda upamietniaja odejscie ludzi Morza. Na
ladzie, w wielu miejscach, m.in. w Szczecinie istnieja pomniki Tym, Ktorzy nie
Wrocili z Morza. Podobnie jak pod Osterwa sa tabliczki z nazwiskami i nazwami
statkow osob, ktorzy swe losy zwiazali na zawsze z morzem.
Jest jeszcze ogolnoswiatowy, wywodzacy sie z
tradycji celtyckich Halloween, ale
to juz zupelnie inna historia.....
Temat: Zwyczaje Wielkanocne
Zwyczaje
WielkanocneZ obchodami Świąt
Wielkanocnych związanych jest wiele zwyczajów ludowych:
pisanki, święcone, śmigus-dyngus, dziady śmigustne, Rękawka, Emaus, walatka,
z kurkiem po dyngusie, Siuda Baba, wieszanie Judasza, pogrzeb żuru i śledzia,
pucheroki, palma
wielkanocna, Jezusek Palmowy.
Dziady śmigustne są zwyczajem ludowym związanym ze Świętem
Wielkanocy.
Zwyczaj ten występuje na terenie południowej Małopolski, związany jest ze
wsią Dobra koło Limanowej.W nocy z Niedzieli na Poniedziałek
Wielkanocnypojawiają się owinięte w słomę maszkary, zwane dziadami śmigustnymi. Twarze
ukryte mają za futrzanymi maskami, osmolonymi pończochami, z wycięciami na
oczy i nos. Nie odzywają się, wydają tylko pomruki, trąbią na blaszanym
rożku. Gestykulując, proszą o datki, polewają wodą.
Rękawka to zwyczaj
wielkanocny obchodzony w Krakowie we wtorek po Świętach
Wielkanocnych.
Rękawka związana jest z legendą o kopcu Kraka, usypanym przez lud po śmierci
króla.
Tradycja podaje, że ziemię noszono w rękawach, stąd kopiec nazwano
Rękawką. Na kopcu Kraka w trzeci dzień świąt
wielkanocnych (wtorek był kiedyś
również dniem świątecznym) odbywał się odpust, z którego szczytu zamożni
krakowianie zrzucali biedakom i żakom krakowskim, zebranym u stóp wzgórza,
resztki ze świątecznego stołu: chleb, wędlinę, gotowane jajka, jabłka,
orzechy, ciasta, słodycze oraz drobne monety.Zwyczaj ten nawiązuje do
pogańskich obrzędów związanych z zaduszkami wiosennymi, przypadającymi na
okres przesilenia wiosennego.
Emaus to nazwa krakowskiego odpustu odbywającego się w Poniedziałek
Wielkanocny przy klasztorze Norbertanek na Salwatorze.Odpust wziął nazwę od
miasta Emaus do którego podążał zmartwychwstały Chrystus. Po drodze spotkał
dwóch swoich uczniów, przez których nie został rozpoznany. Zdarzenie to
opisuje Ewangelia Łukasza.
Na pamiątkę biblijnej historii
tradycja odwiedzania kościoła poza miastem
(kościół na Salwatorze znajdował się kiedyś poza bramami Krakowa) w drugi
dzień świąt była powszechna w Europie, zwłaszcza w okresie kontrreformacji.
Emaus znany był kiedyś również w Poznaniu (obecnie próbuje się wskrzesić tę
tradycję), do czasów obecnych przetrwał w Krakowie. W tym ludowym święcie w
XIX wieku brali udział wszyscy mieszkańcy miasta.
Odpustowi towarzyszą kramy, strzelnice sportowe, karuzele dla dzieci, loterie
fantowe itp. Na straganach wyłożone są plastikowe zabawki, pierścionki z
kolorowymi oczkami, słodycze, w tym tradycyjne serca z piernika. Osobliwością
krakowskiego odpustu są drewniane figurki żydowskich grajków i żydów
studiujących torę.
Walatka (zwana też na wybitki) była znaną zabawą
wielkanocną. Miała ona swoje
odmiany: dwie osoby toczyły
pisanki po stole naprzeciw siebie. Czyja
pisankaprzetrzymała zderzenie ten wygrywał, w nagrodę zabierając stłuczone jajko
przeciwnika. Można też było jajka trzymać w ręce i stukać nimi o siebie,
również w tym przypadku właściciel nienaruszonej
pisanki zabierał stłuczki.
Zabawa ta wywodzi się z dawnego obyczaju zaduszkowego. Toczono jaja na
grobach, po czym oddawano biedakom.
Siuda Baba to dawny zwyczaj ludowy obchodzony w Poniedziałek
Wielkanocny.
Tradycja ta nawiązuje do wiosennych obrzędów słowiańskich i ma swe źródło w
legendzie o pogańskiej świątyni na Lednicy. Kapłanka, która strzegła w niej
ognia, wychodziła raz do roku na wiosnę w poszukiwaniu następczyni. Wybrana
przez nią dziewczyna mogła się wykupić, ale jeśli nie było jej na to stać,
zajmowała miejsce w świątyni. Siuda Baba jest czarna od sadzy, bo przez cały
rok pilnowania ognia nie wolno jej było się myć.
Zwyczaj ten obecnie zachował się jedynie w okolicach Krakowa, tradycyjnie co
roku widowisko Siudej jest wystawiane w Poniedziałek
Wielkanocny w Wieliczce.
W orszaku Siudej Baby wśród przebierańców znajduje się strzelający z bata
cygan. Aktorzy zbierają wśród widzów pieniądze, kto się nie wykupi, tego mogą
wysmarować czarną pastą.
Wieszanie Judasza (Judasz, Judaszki) to ludowy zwyczaj związany z
chrześcijańskim świętem Wielkiejnocy.
Nawiązuje do historii zmartwychwstania Chrystusa, przypominając o zdradzie
Judasza. Ale jest to też schrystianizowana forma topienia Marzanny, która
wyrosła z pogańskich obrzędów powitania wiosny.
Widowisko rozpoczynało się w Wielki Czwartek nocą (w niektórych regionach już
w Wielką Środę), kończąc się następnego dnia po południu. Kukła
przedstawiająca Judasza była sądzona, a następnie wieszana na wieży
kościelnej. W Wielki Piątek strącano Judasza z wieży, a następnie bito,
szarpano, włóczono po wsi. Na koniec podpaloną kukłę wrzucano do rzeki czy
stawu.W związku z nadmierną agresją uczestników widowiska, Kościół zakazał
jego organizowania. Tam, gdzie zwyczaj nadal trwał, kukłę wieszano na
drzewie, słupie, kominie.
Tradycja Judasza do dziś zachowała się w Pruchniku nad Sanem.
O części z nich nigdy nie słyszałam, może znacie jakieś inne ciekawe
świąteczne obyczaje?
Temat: Zajonczek
Dotychczas nie wyjaśniono przekonująco pochodzenia nazwy „Rękawka" oznaczającej
domniemaną mogiłę. Przyjmuje się na ogół, także w opracowaniach naukowych,
wersję pochodzącą z dzieła E H. Pruszcza Kleynoty Stołecznego Miasta
Krakowa..., wydanego po raz pierwszy w 1647 roku, zbieżną z przytoczoną wyżej
informacją Encyklopedii staropolskiej. Obdarowywanie biednych żywnością nosi
znamię stypy pogrzebowej urządzanej podczas wiosennego wspominania zmarłych.
Zdaniem cracovianisty J. Łepkowskiego, „jajecznica i jaja przy tych ucztach na
mogiłach, a tłuczenie jaj i tarzanie ich po kurhanach, jest w obrzędach owych
koniecznością nieodzowną".
Obecnie zwyczaj Rękawki, podobnie jak urządzany w Poniedziałek
Wielkanocnyna krakowskim Zwierzyńcu Emaus, przypomina tradycyjny odpust odbywający się
pośród kramów, gdzie można kupić słodycze, serduszka, tandetne pamiątki i
zabawki, piszczałki, fujarki, popróbować swoich umiejętności na strzelnicy i
szybować na karuzeli.
Fragmenty książki Józefa Smosarskiego „Świętowanie doroczne w Polsce”
Biblioteka „Więzi”
Jajko
wielkanocneW mitologiach wielu ludów można znaleźć opowieść o jaju, z którego
powstał świat. Uważano je rownież za symbol zmartwychwstania, nieustannego
odrodzania się życia w przyrodzie, symbolem życia ukrytego w zarodku, symbolem
tajemniczej siły istnienia. W symbolice chrześcijańskiej zostało skojarzone ze
świętem Zmartwychwstałego Chrystusa, który "wstał z grobu jak z jaja
kurczę"(Galicja XIXw.) W ludowych wierzeniach jajo było lekarstwem na chorobę,
urok, chroniło przed pożarem, pomagało zdobyć upatrzoną dziewczynę albo
chłopaka, zapewniało urodzaj, szczęście i pomyślność. Taczanie jaja po ciele
chorego miało "wlewać" w niego nowe siły. Noworodka myło się w wodzie, do
której wkładano, poza innymi przedmiotami mającymi zapewnić szczęście i
bogactwo, również jajo. Wydmuszki
pisanek wielkanocnych położone pod drzewami
owocowymi miały chronić je przed szkodnikami. Wierzono, że wrzucone w płomienie
ugaszą pożar.
Zwyczaj zdobienia jaj i wykorzystywania ich w celach magicznych jest bardzo
stary, sięga bowiem starożytności. Wykorzystywano je w obrzędach pogrzebowych,
a także związanych z kultem zmarłych. Najstarsze
pisanki odnaleziono w
grobowcach i wykopaliskach na Bliskim Wschodzie, w Asharah. Datuje się je na
III w. Sztuka zdobienia jajek znan była Egipcjanom, Persom, Chińczykom,
Fenicjanom, Grekom i Rzymianom.
Najdawniejsze polskie
pisanki pochodzą z X w. (Opole na Ostrówku),
przyjmuje się powszechnie, że zdobienie jaj było Słowianom znane już wcześniej.
Zdobione jaja określa się różnymi nazwami w zależności od techniki wykonania.
Jajka malowane na jeden kolor (zazwyczaj czerwony) to: kraszanki, malowanki lub
byczki. Jajka ozdobione jedno-lub wielobarwnym deseniem, naniesionym na
jednolite tło, nazywa się
pisankami. Znane są jeszcze rysowanki, skrobanki,
nalepianki i wyklejanki. Najbardziej rozpowszechniona w polszczyźnie ogólnej
jest nazwa
pisanka, którą określa się dziś każde zdobione jajko, bez względu na
rodzaj zastosowanej techniki.
Pisanki, kraszanki, rysowanki, oklejanki miały sens symboliczny. Uważano,
że malowanie jaj jest jednym z warunków istnienia świata. Ich zdobieniem we
wzory geometryczne lub roślinne zajmowały się dawniej tylko kobiety, które
wypędzały z izby każdego przybysza płci męskiej i odczyniały urok, który mógł
rzucić na
pisanki i jeszcze nie ozdobione jajka: "Sól tobie w oczach, kamień w
zębach. Jak ziemia woskowi nie szkodzi, tak twoje oczy niech nie szkodzą
pisankom".
Początkowo kościół zabraniał jedzenia jajek w okresie
wielkanocnym. Dopiero w
XII w. zakaz ten cofnięto, nakazując jednak odmawianie przed posiłkiem
specjalnej modlitwy. Fakt ten tłumaczyć można tym, że Święta
Wielkanocnenałożyły się na prastare święta pogańskie, poświęcone zmarłym. Jajko, jako
dające początek nowemu życiu, było uważane za istotę żywą i ożywiającą, element
siły twórczej i wzmacniającej. Z tego powodu odgrywało ono ważną rolę m.in. w
obrzędach związanych z kultem zmarłych.
W minionych wiekach pięknie wykonane jajko wykorzystywano jako prezent.
Obdarowywano nimi dzieci, krewnych, znajomych i przyjaciół. Pełniły one też
rolę wykupu w obrzędach
wielkanocnych, np. w czasie smagania, dyngusu,
chodzenia z barankiem lub kurkiem.
Jajo wykonane ze złota i kamieni szlachetnych było kosztownym prezentem.
Panna mogła dostać także słodkie jajo z czekolady i marcepanu - czasem
znajdowała w nim pierścionek z brylantem, ofiarowany przez adoratora. Tak od
XVIII w. obdarowywano się w wytwornym towarzystwie. Do najdroższych i
najpiękniejszych jaj wykonanych ze szlachetnych metali i kamieni należą jaja z
pracowni Faberge.
Zajączek
W wielu kulturach, począwszy od starożytności, zając był symbolem
odradzającej się przyrody, wiosny i płodności. Czczony i otaczany kultem z
racji swojej witalności, bywał także uznawany za symbol zmysłowości i
tchórzostwa. Wierzono również, że pod postacią zająca ukazują się wiedźmy na
rozstajnych drogach. W XVII w. skojarzono go z jajkiem
wielkanocnym. Do Polski
dotarł prawdopodobnie z Niemiec na początku XX w. Współcześnie jest raczej
świątecznym rekwizytem aniżeli bohaterem obrzędu.
Przygotowano na podstawie:
"Zwyczaje i obrzędy, rok polski", Renata Hryń-Kuśmierek, wyd.: Podsiedlik
Raniowski i Spółka, Poznań 1998,
www.priska.com.pl"
Wielkanoc w polskiej kulturze", praca zbiorowa pod redakcją Marii Borejszo,
wyd. W drodze, Poznań 1997r.
"Rok kościelny a polskie
tradycje", Ewa Ferenc-Szydełkowa, wyd. Księgarnia
św.Wojciecha, Poznań 1988r."
Temat: no i wylazła z Komorowskiego ...
Wesołych Świąt!!!
I znowu stare piękne święto zostało przesłonione katolickim. Na
jajkach -
symbolach życia - "pisze się" wizerunki importowanych świętych...
Święto Jare (21 Marzec - pierwszy dzień wiosny) poświęcone było
szczególnie
Matce Ziemi i narodzinom nowego życia po mroźnej zimie, a także bogu
Rodowi. W
święto to malowano
pisanki - jajka, które były słowiańskim symbolem
wiosennego
odrodzenia się życia.
Towarzyszące mu obrzędy magiczne miały wnosić do domostw energię i
radość
życia oraz zapewnić dobry urodzaj i powodzenie na cały
rozpoczynający się
wiosną rok. Najbardziej powszechnym i znanym zwyczajem było
(symbolizujące
przepędzenie zimy) topienie lub spalenie słomianej kukły, zwanej
Marzanną
(kukły przedstawiającej boginię, którą w rytualny sposób palono,
topiono, w
czasie wiosennego Święta Jarego, aby przywołać wiosnę).
Kukłę wykonywano ze słomy, owijano białym płótnem, zdobiono
wstążkami i
koralami.
Tradycja nakazywała, aby dziecięcy orszak z Marzanną i
zielonymi
gałązkami jałowca w dłoniach, obszedł wszystkie domy we wsi. Po
drodze
podtapiano Marzannę w każdej wodzie, jaka się nadarzyła. Wieczorem
kukłę
przejmowała młodzież. W świetle zapalonych gałązek jałowca
wyprowadzano
Marzannę ze wsi, podpalano i wrzucano do wody.
Zazwyczaj czyniono to przy szczególnym wszczynaniu hałasu –
trzaskaniu z
batów, terkocie i klekocie wszelkich grzechotek, śpiewie i grze na
wszelkiego
rodzaju instrumentach. Z topieniem "Śmiercichy", również obecnie,
związane są
różne przesądy: nie wolno dotknąć pływającej w wodzie kukły, bo
grozi to
uschnięciem ręki, obejrzenie się za siebie w drodze powrotnej może
spowodować
chorobę, a potknięcie i upadek - śmierć w ciągu najbliższego roku.
Również i w tym przypadku nie obyło się z podejmowanymi próbami
zakazania tego
starosłowiańskiego zwyczaju, czego pierwsze wyraźne wzmianki
odnajdujemy w
1420 roku na Synodzie Poznańskim. Rodzima
tradycja okazała się jednak
silniejsza. W konsekwencji na przełomie XVII/XVIII wieku próbowano
tradycjetopienia Marzanny zastąpić (w dzień środy przed
wielkanocnej)
zrzucaniem z
wieży kościelnej kukły symbolizującej Judasza, co również zakończyło
się
niepowodzeniem.
Po rytualnym symbolicznym przepędzeniu zimy, przychodziła kolej na
powitanie i
przyjęcie wiosny. Na wzgórzach mężczyźni rozpalali ogniska mające
dodatkowo
przyspieszyć oczekiwane przyjście wiosny i słonecznych dni. Młodzi
wyruszali
na łąki i do lasu w poszukiwaniu wierzbowych i leszczynowych witek
pokrytych
pąkami bazi, z których następnie "budowali" wiechy. Sprzątano i
wietrzono całe
domostwa oraz tzw. obejście, prano i szykowano świeże odzienie,
pieczono
placki a szczególnie wiosenne kołacze. Najważniejsze było jednak
malowanie
jajek - prasłowiański symbol życia, płodności i magicznej siły
witalnej.
Pisanka była bowiem szczególnym elementem magicznych obrzędów
mogących
zapewnić zdrowie i dorodność nie tylko domownikom ale i zwierzętom
gospodarczym – w tym celu zwykło się nimi pocierać chore miejsca lub
toczyć po
grzbietach zwierząt.
Dla przepędzenia złych mocy, po zakończeniu wszelkich (mogących
trwać nawet
kilka dni) przygotowań do właściwego święta, w wieczór
przedświąteczny
obchodzono całe gospodarstwo i ziołami okadzano każdy jego zakątek.
Nazajutrz obchodzono Śmigus - rytuał który początkowo polegał na
uderzaniu się
nawzajem rozkwitłymi witkami wierzbowymi, baziami. Wierzono, iż
pozwala
wygonić to tzw. złe, oczyszcza człowieka i daje mu siłę. Kulminacją
Święta
Jarego były zazwyczaj urządzane na świętych wzgórzach uroczyste
uczty podczas
których obdarowywano się kraszankami oraz igrzyska połączone ze
śpiewem i tańcem.
W pewnych regionach resztki jadła z tych uczt zakopywano w miedzach,
celem
zwiększenia płodności ziemi. Następny dzień rozpoczynano od
obmywania się w
świętej wodzie (z czasem rytuał ów przekształcił się w
przedpołudniowy zwyczaj
oblewania się zimną wodą zwany Dyngusem), co miało moc dodawania
ludziom siły
życiowej analogicznie tak, jak deszcz daje tę siłę roślinom (w
jeszcze
późniejszym okresie Śmigus i Dyngus połączono w jeden zwyczaj zwany
dziś
powszechnie Śmigusem Dyngusem a ostatnio Lanym Poniedziałkiem).
Wieczorem tego dnia udawano się na mogiły przodków, gdzie wspominano
zmarłych
i pozostawiano dla nich jadło.
Ostatnim rytuałem był zwyczaj sadzenia młodych drzewek, w korzeniach
których
zakopywano kawałki świątecznego kołacza.
W pewnych regionach dodatkowo urządzano barwne pochody zwierząt i
ludzi
przebranych za zwierzęta. Pewnego nawiązania do tej starej
tradycjimożna
doszukiwać się dzisiaj w mszy dla zwierząt, choć odprawianej w
okresach
oderwanych od tej
tradycji. Szły też w nich dziewczęta w brzozowych
wiankach i
młodzieńcy niosący palmy. Korowód zamykali muzykanci, którzy
hałasowali
głośno, żeby wywołać burzę, deszcz i pioruny - pierwsza wiosenna
burza była
bowiem postrzegana jako akt miłosny Peruna z Ziemią (dopiero po
pierwszym
grzmocie można było rozpoczynać wszelkie prace związane z uprawą
roli).
W szczególnych przypadkach czarnym i białym wołem orano zarys
wioski, co miało
dodatkowo chronić jej mieszkańców przed złymi mocami.
Wiele wskazuje na to, że również nasza Bogurodzica - jako utwór
hymniczny -
bliższa jest starym tradycjom kręgu bizantyńsko-słowiańskiego, niż
przesuwanego okresu jej powstania na wiek XII.
Praktyk adaptacji pogańskich
tradycji i wierzeń można się
dopatrywać - jak się
wydaje - także w takiej unikalnej formie katolicyzmu, na jaką
wyglądają
obchody Świąt
Wielkanocnych na Filipinach.
Uważny obserwator w języku potocznym wyłowi również słowiańskie
życzące
pozdrowienie "cześć", którym obdarzali się kupalnicy przy podawaniu
rogu ze
słowiańskim syconym miodem.
A więc ze słowiańskim pozdrowieniem - Wesołych Świąt!!!
Temat: Szczeropolscy Tatarzy i partia Boga.
Szczeropolscy Tatarzy i partia Boga.
Kiedy w Wielki Piątek w jednym z meczetów na Pomorzu imam zakazał składania
znajomym życzeń
wielkanocnych, wśród polskich Tatarów zawrzało. Mieszkający w
Polsce Arabowie wybuchają gniewem, kiedy słyszą, że powinni się zeuropeizować
czy spolszczyć.
Coraz wyraźniej widać konflikt pomiędzy mieszkającymi od wieków w Polsce
Tatarami i Arabami, którzy osiedlili się tu niedawno. Dzieli ich kilkaset lat
życia w odmiennej kulturze. Atmosferę zagęściła sytuacja na Bliskim
Wschodzie, oskarżenia o islamski terroryzm, wojna w Iraku.
Tatarzy stają przed trudnym wyborem. Z jednej strony - długa
tradycjawspółżycia z chrześcijańskimi sąsiadami, pamięć o wojskowej służbie
Rzeczypospolitej. Z drugiej strony - wierność islamowi. A religii i języka
arabskiego najczęściej uczą Arabowie. Przy okazji przekazują obyczaje i
reguły nieznane polskiej odmianie islamu.
Pierwszy taki mufti
W Polsce żyje ok. 5 tysięcy Tatarów. Arabów jest pięciokrotnie więcej.
- Musimy się otworzyć na muzułmanów, żeby przetrwać. Tatarów jest coraz
mniej - podkreśla Józef Jusuf Konopacki, wiceprzewodniczący Muzułmańskiego
Związku Religijnego RP, założonego w Wilnie w 1925 r. Do związku są
przyjmowani muzułmanie z polskim obywatelstwem lub kartą stałego pobytu.
Obcokrajowców zrzesza Liga Muzułmańska, z którą związek nie utrzymuje
bliższych kontaktów. - Im trudno jest zaakceptować otwarcie na polskie
otoczenie, nam nie zawsze odpowiada ich konserwatyzm - tłumaczy Józef Jusuf
Konopacki.
Tatarów na "prawdziwą wiarę" chcą nawracać nie tylko Arabowie. - Ten tatarski
islam, to nie do końca islam - uważają młodzi Polacy, których coraz więcej
przyjmuje religię Mahometa.
Polskim muzułmanom brakuje autorytetu przywódcy religijnego. Są wewnętrznie
skłóceni. Pierwszy w Polsce mufti po wojnie, Tatar Tomasz Miśkiewicz,
wykształcony w Arabii Saudyjskiej, nie zajął jednoznacznego stanowiska w
coraz wyraźniej rysującym się konflikcie. Wiadomo, że w ciągu kilku lat
pobytu za granicą nasiąknął arabską kulturą. - Pamiętam jak w tatarskich
domach ubierano choinkę i malowano
pisanki. To nie jest islam, tylko
chrześcijańskie
tradycje. Wszyscy się jednoczą. Dlaczego nie mieliby
jednoczyć się muzułmanie? - pytał w rozmowie z "Rz" Tomasz Miśkiewicz.
Obłaskawieni słowiańszczyzną
- Jesteśmy obłaskawieni słowiańszczyzną - opisuje sytuację Tatarów urodzony w
Wilnie publicysta Maciej Musa Konopacki. Podkreśla, że tatarszczyzna jest
dziedzictwem Rzeczypospolitej Obojga Narodów. - Jesteśmy Tatarzy staropolscy,
a prof. Irena Sławińska z KUL mówiła o nas "szczeropolscy Tatarzy". Przez
wieki żyliśmy w słowiańskim otoczeniu. Nie byliśmy prześladowani. Byliśmy
krajanami. Może to zdecydowało o naszym przywiązaniu do Rzeczypospolitej, o
tym, że zatraciliśmy język, a nawet wschodnie rysy. Ale przechowaliśmy islam -
dodaje.
Jeden z wersetów Koranu głosi "Po krewnych najbliżsi są nam sąsiedzi". - Nie
możemy się temu sprzeniewierzyć. Przez sześćset lat byliśmy inkrustowani
słowiańszczyzną. Nawet nasze meczety wyglądają jak cerkiewki, kościółki. Ale
to meczety! Nas nie trzeba nawracać - zapewnia Maciej Musa Konopacki.
To prawda, że zaginęło wiele islamskich
tradycji. Gdy repatrianci z
Wileńszczyzny po wojnie odwiedzali Bohoniki czy Kruszyniany, miejscowi
podejmowali ich z gościnnością bynajmniej nie islamską. - Szczo z ciabie za
Tatar, kali ty wodki nie pjosz?! - można było usłyszeć.
Dziś przestrzega się zakazów picia alkoholu, jedzenia wieprzowiny. W piątki
na modlitwę Tatarzy gromadzą się w meczetach.
Nie chcą chodzić w chustach
W rodzinnym domu Halimy Szahidewicz w Białymstoku od 1947 r. nauczano
religii. - Uczył mój ojciec, ciotka, imam. Zawsze trwaliśmy w
tradycjitatarsko-muzułmańskiej - podkreśla. W tamtych czasach mniej mówiło się o
zasadach islamu. Nauczano czytania i odmawiania po arabsku modlitwy. Wielu
uczyło się Koranu na pamięć bez rozumienia tekstu - opowiada Halima
Szahidewicz.
Teraz cieszy się, że dzieci mogą uczyć się religii i liturgicznego języka
arabskiego w szkole. - Arabizacja nam raczej nie grozi, polega ona bardziej
na stylu życia, związanym z miejscem pochodzenia - mówi Halima Szahidewicz.
Niektórzy jednak obawiają się arabskich nauczycieli. Imamowie starają się
wprowadzić obyczaje obce kulturze tatarskiej. - Nasze matki i babki nie
nosiły chust. Jesteśmy Europejkami. Nasze dziewczyny by się buntowały - mówi
Dżenetta Bogdanowicz. Na siedlisku w Kruszynianach, nadanym Bogdanowiczom
jeszcze przez Jana III Sobieskiego, zorganizowała "tatarską jurtę". Serwuje
kołduny, pierekaczewniki i trybuszok. I opowiada turystom o
tradycjachpolskich Tatarów.
Mekka północy
Przed wojną ojczyzną polskich Tatarów były Kresy. - Wilno było nie tylko
Jerozolimą północy. Było też Mekką północy - podkreśla Maciej Musa Konopacki.
Dlatego Tatarzy z Wileńszczyzny dziwią się, że młodzieży na wycieczce w
Wilnie zakazano zwiedzania kościołów - bo to grzech.
Dziś rolę centrum religijnego i kulturowego polskich Tatarów przejęło
Podlasie. Tu są najstarsze meczety i cmentarze - mizary. Bohoniki i
Kryszyniany ożywają w czasie muzułmańskich świąt - bajramów. Jednak Tatarów
tu coraz mniej. Czują się coraz słabsi. W spisie powszechnym większość z nich
zadeklarowała polską narodowość. Paradoksalnie pozbawili się tym dotacji, bo
budżet finansuje mniejszości narodowe, nie religijne.
- Przed laty we francuskiej prasie czytałem o tamtejszych muzułmanach.
Dziennikarz przestrzegał, że jeśli państwo nie zacznie wspomagać
umiarkowanych muzułmanów, do głosu mogą dojść radykałowie. I tak się dzieje.
Oby w Polsce nie było podobnie - mówi Józef Jusuf Konopacki. -
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_041104/publicystyka/publicystyka_a_14.html
Temat: ___Radykalizacja__Islamu__Polska____arabowie_go_po
___Radykalizacja__Islamu__Polska____arabowie_go_po
"porwali" !! (tego ci Babariba s Sokolki nie opowie )
W Polsce ścierają się dwie wersje islamu: swojska, tradycyjna i
fundamentalna, arabska. Czy społeczność muzułmańska ulegnie nowym misjonarzom?
Szczeropolscy Tatarzy i partia Boga
Polskim muzułmanom brakuje autorytetu przywódcy religijnego. Są wewnętrznie
skłóceni.
ELŻBIETA POŁUDNIK
Kiedy w Wielki Piątek w jednym z meczetów na Pomorzu imam zakazał składania
znajomym życzeń
wielkanocnych, wśród polskich Tatarów zawrzało. Mieszkający w
Polsce Arabowie wybuchają gniewem, kiedy słyszą, że powinni się zeuropeizować
czy spolszczyć.
Coraz wyraźniej widać konflikt pomiędzy mieszkającymi od wieków w Polsce
Tatarami i Arabami, którzy osiedlili się tu niedawno. Dzieli ich kilkaset lat
życia w odmiennej kulturze. Atmosferę zagęściła sytuacja na Bliskim
Wschodzie, oskarżenia o islamski terroryzm, wojna w Iraku.
Tatarzy stają przed trudnym wyborem. Z jednej strony - długa
tradycjawspółżycia z chrześcijańskimi sąsiadami, pamięć o wojskowej służbie
Rzeczypospolitej. Z drugiej strony - wierność islamowi. A religii i języka
arabskiego najczęściej uczą Arabowie. Przy okazji przekazują obyczaje i
reguły nieznane polskiej odmianie islamu.
Pierwszy taki mufti
W Polsce żyje ok. 5 tysięcy Tatarów. Arabów jest pięciokrotnie więcej.
- Musimy się otworzyć na muzułmanów, żeby przetrwać. Tatarów jest coraz
mniej - podkreśla Józef Jusuf Konopacki, wiceprzewodniczący Muzułmańskiego
Związku Religijnego RP, założonego w Wilnie w 1925 r. Do związku są
przyjmowani muzułmanie z polskim obywatelstwem lub kartą stałego pobytu.
Obcokrajowców zrzesza Liga Muzułmańska, z którą związek nie utrzymuje
bliższych kontaktów. - Im trudno jest zaakceptować otwarcie na polskie
otoczenie, nam nie zawsze odpowiada ich konserwatyzm - tłumaczy Józef Jusuf
Konopacki.
Tatarów na "prawdziwą wiarę" chcą nawracać nie tylko Arabowie. - Ten tatarski
islam, to nie do końca islam - uważają młodzi Polacy, których coraz więcej
przyjmuje religię Mahometa.
Polskim muzułmanom brakuje autorytetu przywódcy religijnego. Są wewnętrznie
skłóceni. Pierwszy w Polsce mufti po wojnie, Tatar Tomasz Miśkiewicz,
wykształcony w Arabii Saudyjskiej, nie zajął jednoznacznego stanowiska w
coraz wyraźniej rysującym się konflikcie. Wiadomo, że w ciągu kilku lat
pobytu za granicą nasiąknął arabską kulturą. - Pamiętam jak w tatarskich
domach ubierano choinkę i malowano
pisanki. To nie jest islam, tylko
chrześcijańskie
tradycje. Wszyscy się jednoczą. Dlaczego nie mieliby
jednoczyć się muzułmanie? - pytał w rozmowie z "Rz" Tomasz Miśkiewicz.
Obłaskawieni słowiańszczyzną
- Jesteśmy obłaskawieni słowiańszczyzną - opisuje sytuację Tatarów urodzony w
Wilnie publicysta Maciej Musa Konopacki. Podkreśla, że tatarszczyzna jest
dziedzictwem Rzeczypospolitej Obojga Narodów. - Jesteśmy Tatarzy staropolscy,
a prof. Irena Sławińska z KUL mówiła o nas "szczeropolscy Tatarzy". Przez
wieki żyliśmy w słowiańskim otoczeniu. Nie byliśmy prześladowani. Byliśmy
krajanami. Może to zdecydowało o naszym przywiązaniu do Rzeczypospolitej, o
tym, że zatraciliśmy język, a nawet wschodnie rysy. Ale przechowaliśmy islam -
dodaje.
Dziś przestrzega się zakazów picia alkoholu, jedzenia wieprzowiny. W piątki
na modlitwę Tatarzy gromadzą się w meczetach.
Nie chcą chodzić w chustach
W rodzinnym domu Halimy Szahidewicz w Białymstoku od 1947 r. nauczano
religii. - Uczył mój ojciec, ciotka, imam. Zawsze trwaliśmy w
tradycjitatarsko-muzułmańskiej - podkreśla. W tamtych czasach mniej mówiło się o
zasadach islamu. Nauczano czytania i odmawiania po arabsku modlitwy. Wielu
uczyło się Koranu na pamięć bez rozumienia tekstu - opowiada Halima
Szahidewicz.
Teraz cieszy się, że dzieci mogą uczyć się religii i liturgicznego języka
arabskiego w szkole. - Arabizacja nam raczej nie grozi, polega ona bardziej
na stylu życia, związanym z miejscem pochodzenia - mówi Halima Szahidewicz.
Niektórzy jednak obawiają się arabskich nauczycieli. Imamowie starają się
wprowadzić obyczaje obce kulturze tatarskiej. - Nasze matki i babki nie
nosiły chust. Jesteśmy Europejkami. Nasze dziewczyny by się buntowały - mówi
Dżenetta Bogdanowicz.
Mekka północy
Przed wojną ojczyzną polskich Tatarów były Kresy. - Wilno było nie tylko
Jerozolimą północy. Było też Mekką północy - podkreśla Maciej Musa Konopacki.
Dlatego Tatarzy z Wileńszczyzny dziwią się, że młodzieży na wycieczce w
Wilnie zakazano zwiedzania kościołów - bo to grzech.
Dziś rolę centrum religijnego i kulturowego polskich Tatarów przejęło
Podlasie. Tu są najstarsze meczety i cmentarze - mizary. Bohoniki i
Kryszyniany ożywają w czasie muzułmańskich świąt - bajramów. Jednak Tatarów
tu coraz mniej. Czują się coraz słabsi. W spisie powszechnym większość z nich
zadeklarowała polską narodowość. Paradoksalnie pozbawili się tym dotacji, bo
budżet finansuje mniejszości narodowe, nie religijne.
- Przed laty we francuskiej prasie czytałem o tamtejszych muzułmanach.
Dziennikarz przestrzegał, że jeśli państwo nie zacznie wspomagać
umiarkowanych muzułmanów, do głosu mogą dojść radykałowie. I tak się dzieje.
Oby w Polsce nie było podobnie - mówi Józef Jusuf Konopacki. -
Urszula Doroszewska, prezes Towarzystwa Demokratycznego Wschód
Arabizacja islamu to tendencja niebezpieczna dla całego muzułmańskiego
świata. Arabizanci twierdzą, że jest jeden naród - naród Boga, jeden język -
język święty, jedna partia - partia Boga. W Uzbekistanie, Algierii,
Azejberdżanie, na Krymie, w Polsce widać to samo zagrożenie.
Tradycje,
miejscowa kultura, są uważane za grzech. Arabowie-misjonarze mają pieniądze,
łatwo trafiają do młodzieży z biednych krajów, gdzie nie ma pracy,
przyszłości. Młodzi pod ich wpływem przestają uznawać tak ważny dla
muzułmanów autorytet starszych. Na Krymie widziałam, jak wnuk skarcił dziadka
za odmawianie modlitwy, której nie akceptowali Arabowie. Mówił, że dla nich
dwóch nie ma w domu miejsca. Bogactwem narodu są też obrzędy pogrzebowe, a
przychodzą Arabowie i mówią: nie, to jest grzech, i wprowadzają swój obrzęd,
cały po arabsku. Myślę, że europejscy muzułmanie powinni zacząć współpracować
i przeciwstawiać się tendencjom, które ich niszczą.
Temat: Pozytywnie, ale i dziwnie...
Pozytywnie, ale i dziwnie...
Odwiedziłem stronę Chełmińskiego Domu Kultury. Przy takim budżecie
tylko pogratuloować ilości imprez. I to jest ta optymistyczna część:
"DNI CHEŁMNA" /czerwiec - lipiec/ - cykl imprez /koncerty,
występy estradowe, przeglądy, festyny kulturalno-rekreacyjne, zawody
sportowe, wystawy itp. Umieszczanie przedsięwzięć w różnych punktach
miasta, znani artyści oraz ciekawe rozwiązania dają możliwość zabawy
dla mieszkańców miasta i turystów.
"CHEŁMIŃSKIE MIĘDZYNARODOWE SPOTKANIA Z FOLKLOREM" /lipiec/ -
jest to dwudniowa impreza cykliczna. Do udziału zapraszane są:
zespoły folklorystyczne, kapele ludowe, soliści, gawędziarze i
twórcy. Przedsięwzięcie otwiera barwny korowód połączony z krótkimi
prezentacjami uczestniczących zespołów. Całości imprezy towarzyszy
kiermasz sztuki ludowej i rzemiosła, w którym udział biorą twórcy z
kilkudziesieciu dziedzin.
"OGÓLNOPOLSKI FESTIWAL AMATORSKICH ORKIESTR
DĘTYCH" /czerwiec/ - huczna zabawa połączona z prezentacją
umiejętności zespołów podczas koncertów na scenach w różnych
punktach miasta oraz wielkiej parady uczestników festiwalu.
Doskonała zabawa dla mieszkańców miasta i turystów.
"NOC WIANKÓW"/czerwiec/ - "Noc Wianków" czyli popularna "Noc
Świętojańska" jest jednym z najstarszych świąt obchodzonych przez
Słowian. Obchodzi się je w nocy z 23 na 24 czerwca /wigilię św.
Jana/, czyli w najkrótszą noc roku.
"FESTIWAL PIOSENKI DZIECIĘCEJ I MŁODZIEŻOWEJ" /listopad/ -
impreza ma na celu prezentację osiągnięć dzieci i młodzieży w
dziedzinie muzyki, tak wokalnych jak i instrumentalnych.
"FESTIWAL PIOSENKI PRZEDSZKOLNEJ" /maj/ - wesoła zabawa,
przeznaczona głównie dla dzieci biorących udział w zajęciach
przedszkolnych. Imprezę prowadzą clowni lub aktorzy, którzy w
przerwach między prezentacjami poszczególnych placówek bawią się z
dziećmi w krótkich scenkach teatralnych, wspólnie tańcząc i
śpiewając.
KONKURSY PIOSENKI: "MIKROFON, SCENA I TY","NIEDZIELNY PLAYBACK
SHOW", "INTERPRETACJE PIOSENKI POLSKIEJ LAT '80 I '90", "CZAS NA
CHEŁMIŃSKIEGO IDOLA" /czerwiec/ - imprezy mają charakter
konkursu, jednak chodzi w niej głównie o zabawę. Wykonawcy przed
profesjonalnym jury wykonują utwory gwiazd polskiej estrady,
starając się je naśladować. Od kilku lat cieszą się niesłabnącym
powodzeniem u ludzi młodych, ale także tych w wieku dojrzałym.
"JARMARK JASZCZURCZY"/lipiec/ - kiermasz sztuki ludowej,
zabawy plebejskie, prezentacje rzemiosła średniowiecznego, targi
kolekcjonerskie oraz wystawy połączone z prezentacjami zespołów
folklorystycznych i rycerstwa stwarzają niepowtarzalną atmosferę dla
turystów i mieszkańców Chełmna.
FESTIWAL PIOSENKI MIŁOSNEJ pn. "ZOSTAŃ MOJĄ
WALENTYNKĄ"/luty/ - impreza odbywa się podczas corocznych
obchodów "Dnia św. Walentego" czyli "Święta Zakochanych".
"FESTIWAL PIOSENKI BIESIADNEJ I REGIONALNEJ" /sierpień/ -
podczas festiwalu na scenie prezentują się kapele grające muzykę,
przy której nogi same rwą się do tańca, a ich przeboje śpiewa cała
publiczność.
Ogólnopolski konkurs plastyczny i fotograficzny
"WIDOKÓWKA Z
MOJEJ ULICY" / kwiecień - czerwiec /, konkurs realizowany w
okresie Świąt
Wielkanocnych "NAJPIĘKNIEJSZA PISANKA" oraz
konkurs plastyczny i fotograficzny
"ULICE MOJEGO MIASTA". W
rezultacie wykonywania prac konkursowych każdy z uczestników
doskonali swój indywidualny warsztat artystyczny, poznaje zapomniane
techniki plastyczne i odkrywa piękno rodzimego folkloru,
tradycję i
historię.
FESTIWAL PIOSENKI HARCERSKIEJ I TURYSTYCZNEJ czyli "SCOUT &
TOURIST SONG FESTIVAL" /kwiecień/ - impreza organizowana w
porozumieniu z 49 Drużyną Harcerska z Chełmna. Przyciąga do naszego
miasta wielbicieli tego typu piosenki, jak również harcerzy i
miłośników turystyki z całej Polski. Festiwal podzielony jest na
dwie kategorie: harcerska i szkolna.
Chełmińskie Spotkania Klubów Seniora
"ZŁOTY, JESIENNY LIŚĆ"Spotkania realizowane są od 2004 roku, odbywają się na przełomie
października i listopada. W tych dniach Chełmno staje się stolicą
twórczości artystycznej klubów seniora działających w naszym
regionie.
CHEŁMIŃSKI PRZEGLĄD KAPEL ROCKOWYCH "AMATOROCK" /wrzesień/ -
impreza od 2006 roku ma już swoje stałe miejsce w kalendarzu i
cieszy się wielkim powodzeniem.
A teraz dziwne:
W artykule z GP czytam:
Czeka nas trudny rok. Fabryka Akcesoriów Meblowych w Chełmnie
ogłosiła zwolnienie połowy załogiKiedy ulica zbyt długo plotkuje o zwolnieniach i złej kondycji
zakładu, to musi coś być na rzeczy.Najpierw tak było z "Adrianą”, chełmińskim producentem mebli na
eksport. W 2008 roku zagraniczny odbiorca, kiedy tylko odebrał
partię mebli, ogłosił upadłość. Czytaj dalej:
www.pomorska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20100123/INNEMIASTA03/429734324
ale najciekawsze stwierdzenie jest tutaj, cytuję:
„Na razie wizerunek miasta budowany jest na turystyce. Przybywa
miejsc hotelowych i kwater prywatnych, rozwija się gastronomia.”O ile zgodzę się z faktem, że gastronomii przybywa, o tyle może ktoś
mógłby mi wskazać, gzdie przybyło miejsc noclegowych? Dlatego
większość wycieczek przyjeżdża do Chełmna z rana, pochodzi po
mieście i wieczorem wyjeżdza -
bo nie ma gdzie spać w godziwych
warunkach za rozsądną cenę.
Temat: Wielki Tydzien sie zbliza wielkimi
Wielki Tydzien sie zbliza wielkimi
krokami. Zwykle zabiegani nie wiemy co nas otacza, ani nawet jak to u
sasiadow jest a wiec prosze tak to wyglada za Olza:
link do strony podaje na dole
T.
Czeska
WielkanocPrzez długie lata ustroju socjalistycznego
tradycja Wielkiejnocy częściowo
zanikła. Wraz z nowym ustrojem, powoli wracają tradycyjne święta. Czeska
Wielkanoc to przede wszystkim
pisanki, judasze, rózgi, drewniane figurki,
drewniane kołatki i kolęda. Według sondy ( agencji Sofres-Factum)
zamieszczonej w Mladá fronta Dnes z piątku 29 marca (strona 6) wynika, że 96
procent Czechów obchodzi święta Wielkiejnocy. Prawie 80 % nie ma zamiaru iść
do kościoła, 75% oczekuje odwiedzin kolędników, 66% maluje jajka, a niecała
jedna trzecia kolęduje.
Zamiast palmy
W Palmową Niedzielę powszechnym zwyczajem polskim jest święcenie palm, w
Czechach natomiast święci się, o ile ktoś to robi, bazie. Niektórzy robią
nawet z nich wianki. Oczywiście po czesku w nazwie niedzieli rozpoczynającej
Wielki Tydzień nie będzie przymiotnika palmowa, ale kwiatowa, Kvetná Nedele)
Minęły czasy kiedy przestrzegano ludowych obyczajów. Kiedyś po przyjściu z
kościoła Czesi wkładali bazie za święty obrazek lub krzyż, gdzie stały przez
cały rok. W niektórych miejscowościach łykano bazie, żeby ustrzec się od bólu
gardła. Przestrzegano też zakazu pieczenia, żeby "nie zapiec kwiatu na
drzewach."
Wielki Tydzień - tydzień barw
Czeskie nazwy dni w Wielkim Tygodniu różnią się od polskich. U nas dominuje
przymiotnik wielki (np. Wielki Czwartek, Wielki Piątek). Po czesku wielki
jest tylko piątek, reszta dni ma w nazwie odpowiedni kolor i tak,
poniedziałek jest niebieski (Modré pondelí), wtorek żółty (Žluté úterý),
środa czarna (Cerná streda, rzadko używane), czwartek zielony (Zelený
ctvrtek), sobota biała (Bílá sobota)
Jarmark
Do
tradycji należy organizowanie świątecznych jarmarków, gdzie można
zaopatrzyć się w świąteczne produkty:
pisanki, słodycze, ozdoby takie jak:
drewniane figurki, kołatki, i tak zwaną pomlázka czyli splecioną z
wierzbowych witek rózgę na Poniedziałek
Wielkanocny.
Środa (Škaredá streda)
Na Wielką środę Czesi mają najwięcej nazw. Najczęstsze z nich to ąkaredá i
sazometná, rzadziej smetná lub cerná. Ze względu na to, że ąkaredit se
oznacza dąsać się, wierzenia ludowe zabraniają się tego dnia dąsać. Kto nie
posłucha tej dobrej rady będzie dąsał się co środę przez cały rok.
Druga nazwa wskazuje na stary zwyczaj czeski; w ten dzień Czesi wymiatali
sadzę z komina.
Czwartek (Zelený ctvrtek)
Kolor zielony w nazwie czwartku według etymologii ludowej pochodzi od tego,
że Pan Jezus modlił się na zielonej łące. W rzeczywistości nazwa ta związana
jest z katolicką liturgią. Tego dnia milkną też dzwony, które zabrzmią
dopiero w Wielką Sobotę. Dla zapewnienia sobie dostatku dobrze jest wraz z
ostatnim biciem dzwonów zabrzęczeć monetami.
Kiedyś w Wielki Czwartek gospodynie wstawały rano, żeby mieć zamiecione
jeszcze przed wschodem słońca. Aby w domu nie było pcheł, śmieci należało
wynieść na skrzyżowanie lub za klepisko.
Z tej bogatej
tradycji wielkoczwartkowej do dzisiaj przetrwały przede
wszystkim tzw. judasze. Są to ciastka z drożdżowego ciasta, przypominające
biblijnego Judasza. Podaje się je z miodem.
Piątek (Veliký pátek)
Starym zwyczajem było przed wschodem słońca umyć się w potoku, co miało
chronić przed chorobami. Niektórzy musieli się porządnie natrudzić, żeby
uchronić się przed bólem zębów. Młodzi mężczyźni wyciągali ustami z potoku
kamień, a następnie lewą ręką przerzucali go za głowę.
Wielkanoc (Velikonoce)
Kiedyś chodzono do kościoła święcić jedzenie, a następnie spożywano je w
gronie rodzinnym. Dzisiaj, ze względu na laicyzację tych Świąt, oprócz
wystroju domowego, raczej nic specjalnego się nie dzieje. Jest to dzień wolny
od pracy. Większość Czechów wyjeżdża na działki, gdzie odpoczywają na świeżym
powietrzu. Do tradycyjnego jedzenia należą przeróżne ciasta często w
kształcie baranka. No i oczywiście judasze, ciastka zrobione z drożdżowego
ciasta, przypominające biblijnego Judasza. Podaje się je z miodem. W
niektórych domach można znaleźć typowy dla tych Świąt wystrój:
pisanki,
figurki z drewna w kształcie gołąbków i baranków oraz drewniane kołatki.
W miejscowościach gdzie
tradycja nie zginęła lub tam gdzie powoli wraca od
rana chodzą kolędnicy z kołatkami i piszczałkami. Za pieśni dostają jedzenie
a nieraz nawet pieniądze.
Poniedziałek
WielkanocnyTego dnia w zwyczaju jest pomlázka. Chłopcy z rózgami ganiają dziewczyny i
smagają je po nogach. W zamian dostaną
pisanki, kolorowe wstążki lub coś do
jedzenia.
Przygotowała: Milena Hebal
www.pk.i7.pl/asp/ppk.asp?dzial=16&artykul=Czeska_Wielkanoc
Temat: Czeska Wielkanoc
Czeska
Wielkanocoto tekst< wiecej informacji w linku na dole
pozdr.T
Czeska
WielkanocPrzez długie lata ustroju socjalistycznego
tradycja Wielkiejnocy częściowo
zanikła. Wraz z nowym ustrojem, powoli wracają tradycyjne święta. Czeska
Wielkanoc to przede wszystkim
pisanki, judasze, rózgi, drewniane figurki,
drewniane kołatki i kolęda. Według sondy ( agencji Sofres-Factum)
zamieszczonej w Mladá fronta Dnes z piątku 29 marca (strona 6) wynika, że 96
procent Czechów obchodzi święta Wielkiejnocy. Prawie 80 % nie ma zamiaru iść
do kościoła, 75% oczekuje odwiedzin kolędników, 66% maluje jajka, a niecała
jedna trzecia kolęduje.
Zamiast palmy
W Palmową Niedzielę powszechnym zwyczajem polskim jest święcenie palm, w
Czechach natomiast święci się, o ile ktoś to robi, bazie. Niektórzy robią
nawet z nich wianki. Oczywiście po czesku w nazwie niedzieli rozpoczynającej
Wielki Tydzień nie będzie przymiotnika palmowa, ale kwiatowa, Kvetná Nedele)
Minęły czasy kiedy przestrzegano ludowych obyczajów. Kiedyś po przyjściu z
kościoła Czesi wkładali bazie za święty obrazek lub krzyż, gdzie stały przez
cały rok. W niektórych miejscowościach łykano bazie, żeby ustrzec się od bólu
gardła. Przestrzegano też zakazu pieczenia, żeby "nie zapiec kwiatu na
drzewach."
Wielki Tydzień - tydzień barw
Czeskie nazwy dni w Wielkim Tygodniu różnią się od polskich. U nas dominuje
przymiotnik wielki (np. Wielki Czwartek, Wielki Piątek). Po czesku wielki
jest tylko piątek, reszta dni ma w nazwie odpowiedni kolor i tak,
poniedziałek jest niebieski (Modré pondelí), wtorek żółty (Žluté úterý),
środa czarna (Cerná streda, rzadko używane), czwartek zielony (Zelený
ctvrtek), sobota biała (Bílá sobota)
Jarmark
Do
tradycji należy organizowanie świątecznych jarmarków, gdzie można
zaopatrzyć się w świąteczne produkty:
pisanki, słodycze, ozdoby takie jak:
drewniane figurki, kołatki, i tak zwaną pomlázka czyli splecioną z
wierzbowych witek rózgę na Poniedziałek
Wielkanocny.
Środa (Škaredá streda)
Na Wielką środę Czesi mają najwięcej nazw. Najczęstsze z nich to ąkaredá i
sazometná, rzadziej smetná lub cerná. Ze względu na to, że ąkaredit se
oznacza dąsać się, wierzenia ludowe zabraniają się tego dnia dąsać. Kto nie
posłucha tej dobrej rady będzie dąsał się co środę przez cały rok.
Druga nazwa wskazuje na stary zwyczaj czeski; w ten dzień Czesi wymiatali
sadzę z komina.
Czwartek (Zelený ctvrtek)
Kolor zielony w nazwie czwartku według etymologii ludowej pochodzi od tego,
że Pan Jezus modlił się na zielonej łące. W rzeczywistości nazwa ta związana
jest z katolicką liturgią. Tego dnia milkną też dzwony, które zabrzmią
dopiero w Wielką Sobotę. Dla zapewnienia sobie dostatku dobrze jest wraz z
ostatnim biciem dzwonów zabrzęczeć monetami.
Kiedyś w Wielki Czwartek gospodynie wstawały rano, żeby mieć zamiecione
jeszcze przed wschodem słońca. Aby w domu nie było pcheł, śmieci należało
wynieść na skrzyżowanie lub za klepisko.
Z tej bogatej
tradycji wielkoczwartkowej do dzisiaj przetrwały przede
wszystkim tzw. judasze. Są to ciastka z drożdżowego ciasta, przypominające
biblijnego Judasza. Podaje się je z miodem.
Piątek (Veliký pátek)
Starym zwyczajem było przed wschodem słońca umyć się w potoku, co miało
chronić przed chorobami. Niektórzy musieli się porządnie natrudzić, żeby
uchronić się przed bólem zębów. Młodzi mężczyźni wyciągali ustami z potoku
kamień, a następnie lewą ręką przerzucali go za głowę.
Wielkanoc (Velikonoce)
Kiedyś chodzono do kościoła święcić jedzenie, a następnie spożywano je w
gronie rodzinnym. Dzisiaj, ze względu na laicyzację tych Świąt, oprócz
wystroju domowego, raczej nic specjalnego się nie dzieje. Jest to dzień wolny
od pracy. Większość Czechów wyjeżdża na działki, gdzie odpoczywają na świeżym
powietrzu. Do tradycyjnego jedzenia należą przeróżne ciasta często w
kształcie baranka. No i oczywiście judasze, ciastka zrobione z drożdżowego
ciasta, przypominające biblijnego Judasza. Podaje się je z miodem. W
niektórych domach można znaleźć typowy dla tych Świąt wystrój:
pisanki,
figurki z drewna w kształcie gołąbków i baranków oraz drewniane kołatki.
W miejscowościach gdzie
tradycja nie zginęła lub tam gdzie powoli wraca od
rana chodzą kolędnicy z kołatkami i piszczałkami. Za pieśni dostają jedzenie
a nieraz nawet pieniądze.
Poniedziałek
WielkanocnyTego dnia w zwyczaju jest pomlázka. Chłopcy z rózgami ganiają dziewczyny i
smagają je po nogach. W zamian dostaną
pisanki, kolorowe wstążki lub coś do
jedzenia.
Przygotowała: Milena Hebal
Dziękuję pani Alenie Karlovej i Łucji Nowak za pomoc w przygotowaniu artykułu.
Żródła:
K. Pejml, Ceský lid ve svých názorech, obycejích a poverách, Praha, 1941, s.
55-64.
Mladá fronta Dnes, 29. 03.03, s. 6 "Velikonocní koleda se vrátila do...".
www.pk.i7.pl/asp/ppk.asp?dzial=16&artykul=Czeska_Wielkanoc
Strona
3 z
3 • Znaleźliśmy 137 rezultatów •
1,
2,
3