Widzisz wypowiedzi znalezione dla hasła: tradycje w Wielkiej Brytanii





Temat: Marsze pokojowe w Niemczech
Marsze pokojowe w Niemczech
Marsze pokojowe w Niemczech

PAP 10-04-2004, ostatnia aktualizacja 10-04-2004 17:46

- Pokojowe marsze wielkanocne odbyły się w sobotę w ponad 30 niemieckich
miastach. Kilka tysięcy osób demonstrowało przeciwko wojnie w Iraku oraz
ograniczaniu świadczeń socjalnych przez rząd Gerharda Schroedera.

Najwięcej osób uczestniczyło w pokojowym marszu w stolicy Bawarii Monachium -
poinformował rzecznik tegorocznych marszów

wielkanocnych, Willi von Ooyen. Na wiecu przed ratuszem na Marienplatz mówcy
krytykowali politykę USA wobec Iraku, ostrzegali

przed militaryzacją Unii Europejskiej i żądali przeznaczenia środków
budżetowych na opiekę socjalną, zamiast na zbrojenia.

Marsze odbyły się też w Karlsruhe, Kilonii, Hanowerze, Bremie, Brunszwiku,
Duesseldorfie i Wiesbaden. W piątek, pierwszym dniu

antywojennych protestów, w Dortmundzie, Lipsku, Berlinie i Chemnitz
demonstrowało kilkaset osób. Do poniedziałku na terenie RFN zapowiedziano 60
marszów, wieców i koncertów organizowanych przez ruch obrońców pokoju.

Tegoroczne marsze nie są tak liczne jak ubiegłoroczne, które przebiegały pod
hasłem sprzeciwu wobec amerykańskiej interwencji w

Iraku. Wzięło w nich udział kilkadziesiąt tysięcy osób. Tradycja pokojowych
marszów wielkanocnych narodziła się w latach 50. XX wieku w Wielkiej Brytanii,
jej duchowym patronem był brytyjski filozof i działacz społeczny Bertrand
Russell. Celem protestów było powstrzymanie zbrojeń atomowych.

W Niemczech do motywowanych religijnie wielkanocnych protestów antywojennych
doszło po raz pierwszy w 1960 r. Szczyt popularności wielkanocnych protestów
przypadł na na początek lat 80. Decyzja NATO o rozmieszczeniu w RFN rakiet
średniego zasięgu Pershing i pocisków typu Cruise wywołała gwałtowne protesty
społeczeństwa. W czasie Wielkanocy 1983 r. przeciwko rakietom demonstrowało 700
tysięcy osób.






Temat: Starsburg: kraje Europy same powinny decydować ...
Dzięki, że nie obrzuciłeś mnie inwektywami i zakwalifikowałeś do grupy
absolwentów wyższych uczelni. Słusznie. Nie wiem tylko czy na pewno
polemizujesz z moim tekstem. Dlaczego cytowane przez mnie poglądy Św. Tomasza
uznajesz za niemal naukowy dowód? W tych sprawach żadne naukowe dowody nie
istnieją, a argumenty że zygota jest już człowiekiem są tak samo naukowe jak
tezy zacnego świętego. Przytoczyłem wyjątki z doktryny Kościoła, żeby
uzmysłowić jej nietrwałość zwolennikom zakazu aborcji, ponieważ ta doktryna
jest ich główną inspiracją. Nigdzie nie pisałem, że większość na tym forum
stanowią katoliccy fundamentaliści. Napisałem, że w większości najstarszych
demokracji europejskich aborcja jest - w określonyh warunkach - dopuszczalna.
Jako przeciwstawienie przywołujesz przykład USA, gdzie sytuacja w kwestii
aborcji jest dość zbliżona do Europy. Ja nie zaliczam USA do krajów o
najstarszej tradycji demokratycznej, ale każdy może uważać inaczej. Jest
natomiast całkowitym nieporozumieniem wiązanie swobody przerywania ciąży w
systemem totalitarnym. W systemach totalitarnych najczęściej aborcja jest lub
była całkowicie zakazana, tak jak w Rumunii w czasach Nicolae Ceausescu, w
hitlerowskich Niemczech czy stalinowskiej Rosji. Chiny forsują aborcję z powodu
przeludnienia, robią to brutalnie, skandalicznie i zasługują na potępienie. Ale
chyba w związku z tym nie zaliczycz Wielkiej Brytanii, Francji, Holandii,
Belgii, Włoch czy Hiszpanii do państw totalitarnych? Przykro mi, że burzy to
Twój obraz świata, ale fakty są nieubłagane. W dziedzinie prawa aborcyjnego
Polska należy do drobnej mniejszości. Czy to oznacza, że jest mądrzejsza od
innych? Twoim zdaniem na pewno tak. Moim - wręcz przeciwnie.





Temat: Wygnani z Moskwy
> Cóż, to nie jedyne święto w rosyjskim kalendarzu, które może budzić
> wątpliwości. 23 lutego przypada Dzień Armii. Wojskowi upamiętniają w ten
> sposób porażkę jaką Czerwonej Armii zadali w 1918 r. Niemcy. I jak tu
> zrozumieć naszych sąsiadów?

Zważywszy na to, że 23 lutego w 1918 roku nie było jeszcze armii czerwonej to
rzeczywiście trudno sąsiadów zrozumieć. 23 lutego wybuchła rewolucja lutowa i
trzeba było ją jakoś uczcić. Więc w 1922 roku uczczono ten dzień jako "Dzień
Armii Czerwonej".

Przedstawiony artykuł śmiem sobie nazwać tendencyjnym, nie wiem bowiem czemu
autor się dziwi, że akurat wypędzenie Polaków z Kremla Rosjanie mieliby
świętować. Doprawdy, mają rzeczywiście liczne inne okazje aby świętować lanie
jakie nam sprawiły ich wojska czy niekorzystne dla nas rezolucje pokojowe. A
Rosjanie na złość uparli się aby świętować wyzwolenie stolicy.

Najlepszym rozwiązaniem byłaby likwidacja święta Matki Boskiej Kazańskiej, bo
już to święto stanowi przypomnienie o wydarzeniach sprzed 400 lat. Teraz po
prostu cerkiew chciała podnieść to święto do rangi państwowej. W dodatku jest to
doskonała przeciwwaga dla rocznicy powstania zbrodniczego systemu, celebrowanej
do tej pory.

Chciałbym także zauważyć, że w czasie, kiedy cerkiew ustanowiła święto MBK, to
Rzeczpospolita była stroną dominującą. Państwo moskiewskie, choć się rozwijało,
jeszcze śmielej na arenę międzynarodową nie wkroczyło. Konflikty zbrojne toczyły
się głównie wokół ziem ruskich, przede wszystkim z Litwą, rzadziej z Polską.
Wprawdzie Rosja odnosiła w konfliktach znaczne sukcesy, to ostatecznie pod
koniec XVI wieku górą była Rzeczpospolita. Czy można znaleźć lepszy dzień na
NOWE święto narodowe niż wyparcie potężnego przeciwnika (w dodatku innowiercę)
ze stolicy?

Wiele państw na świecie przyjęło jako święto narodowe rocznicę
odzyskania/zdobycia niepodległości i jakoś niespecjalnie to się przekłada na
stosunki z dawnymi ciemiężcami. Supermocarstwo ma dobre układy z Wielką
Brytanią, Kongo z Francją czy Mozambik z Portugalią. A wszystkie te państwa
świętują dzień niepodległości.

Moim skromnym zdaniem Rosjanie jak najbardziej mają prawo świętować coś takiego
jak wypędzenie Polaków. Podobnie jak ijaw mam nadzieję, że naród rosyjski okaże
się bardziej wywazony i to zwycięsto na Kremlu potraktuje jako element historii
narodowej, a nie tradycji.



Temat: UDANE MAŁŻEŃSTWA POLSKO-ARABSKIE
moj kolega Naser
Moj najlepszy kolega w obecnej pracy pochodzi z Jordanii.
W bezposrednim otoczeniu pracuje 5 osob z krajow arabskim (sasiednie cubicles).
Ja ucze sie od sasiada arabskiego (jade na wakacje do Egiptu) on uczy sie ode
mnie polskiego... nie z powodu planowanych wakacji w Polsce ale poniewaz
chcialby znalezc sobie polska dziewczyne.
(aha miejsce akcji Irlandia czyli mnostwo Polek)

Naser jest bardzo wyksztalcony i oswiecony. Spedzil 10 lat w Wielkiej Brytanii i
jest doktorem farmacji. Mozna powiedziec ze przesiakl juz zachodnia kultura.
Rozwazal powrot do Jordanii ale juz za bardzo inny jest tam dla niego sposob
zycia...
Bardzo czesto rozmawiamy o wszystkim.
Naserowi podobaja sie Polki nie tylko dlatego ze sa piekne ale jak twierdzi w
przeciwienstwie do Brytyjek czy Irlandek, Polki sa bardzo rodzinne.
Zastanawialo mnie co ma na mysli.
Po wielu rozmowach juz wiem.
Chodzi w praktyce o to zeby zona byla posluszna.
Ja jestem zonaty i Naser czesto podpytuje mnie jak wyglada zachodnie malzenstwo.
Wiec mowie mu rozne rzeczy z zycia.
Czasami Naser robi mi docinki:
Twoja zona ma na druga zmiane wiec idziesz dla niej gotowac obiad Ha Ha Ha?
Jak to mozliwe zeby to Twoja zona a nie Ty glownie uzywala samochodu?

Ostatnio podjalem dosyc glupia biznesowo decyzje wbrew zonie. Mowilem mu o tym.
Rozpromienil sie: a wiec to jednak Ty decydujesz w domu!
Ja na to -przeciez mowie ze decyzja byla zla i glupia i ze zona miala racje.
No ale pokazales ze Ty decydujesz.
Ja na to: to dlatego ze nie jem miesa ze swini.
Aha dla niewtajemniczonych:
Arabowie przejeli zwyczaj niejedzenia wieprzowiny od Zydow, te tradycje probuja
na rozne sposoby zracjonalizowac, np pewien brytyjsko-arabski profesor
stwierdzil ze wieprzowina zawiera wysoki procent hormonow zenskich. Na tej
podstawie wielu Arabow uwaza ze spoleczenstwa zachodnie sa bardzo zniewiesciale
(kobiety maja prawo glosu) poniewaz zachodni mezczyzni jedza wieprzowine.
Ja wieprzowiny nie jem... (nie dlatego)

Dlaczego o tym pisze.
Bardzo lubie Nasera (choc moja zona juz nie chce sie z nim spotykac)
jutro ma urodziny, kupilem mu rozmowki polskie.
Wiem ze jest jak na osobe z kraju arabskiego bardzo swiatly poniewaz spedzil
wiele lat w akademickich srodowiskach brytyjskich.
Wiem ze szuka dziewczyny, a jednak nie potrafilbym z czystym sumieniem
przedstawic mu zadnej z wolnych kolezanek.
Pomimo ze Naser ma dobre serce i dla mnie jest swietnym kolega.
Dzisiaj ide z nim np na basen.
Jednak zadnej kobiecie nie zyczylbym zeby zostala jego zona.

Wiem ze przyklad niczego nie dowodzi, ale mysle ze pokazuje ze ktos kto jest
swietnym kumplem moze niekoniecznie nadawac sie na meza i ze roznice kulturowe
moga czasami siegac o wiele glebiej niz sie nam wydaje.




Temat: W przeciwieństwie do Nobla, tu strzał w dziesiątkę
W przeciwieństwie do Nobla, tu strzał w dziesiątkę
IAR, mat /2003-11-06 07:10:00

Profesor Leszek Kołakowski został pierwszym laureatem prestiżowej nagrody
Johna Klugego za osiągnięcia w dziedzinie nauk społecznych i
humanistycznych. Ceremonia wręczenia nagrody odbyła się w Bibliotece
Kongresu Stanów Zjednoczonych.

Profesor Leszek Kołakowski wraz z żoną Tamarą został przyjęty w Gabinecie
Owalnym przez prezydenta USA George'a Busha.

Profesor Leszek Kołakowski został pierwszym laureatem wartej milion dolarów
nagrody Johna Klugego za osiągnięcia w dziedzinie nauk społecznych i
humanistycznych. To, przyznawane przez Bibliotekę Kongresu Stanów
Zjednoczonych wyróżnienie, ma być odpowiednikiem Nagród Nobla w dziedzinie
nauk humanistycznych.

W wypowiedzi dla Polskiego Radia dyrektor Biblioteki Kongresu USA James
Billington podkreślał zasługi profesora Kołakowskiego w obaleniu
komunizmu. "Jego najważniejszym osiągnięciem jest umiejętność połączenia
siły tradycji i siły umysłu przeciwko głównemu systemowi totalitarnemu XX
wieku" - wyraził przekonanie James Billington. Dodał, że Leszek Kołakowski
swoimi pracami wykazał potrzebę wolności, tolerancji i godności jednostki,
przez co przyczynił się do upadku komunizmu zarówno w Polsce, jak i w
Europie.

Profesor Leszek Kołakowski znacznie skromniej ocenił swoją rolę w obaleniu
komunizmu. Podkreślił, że do upadku komunizmu przyczyniły się miliony
ludzi. "Miałem w tym jakiś swój udział, ale nie wyjątkowy" - powiedział
Kołakowski.

Nagroda za osiągnięcia w dziedzinie nauk społecznych i humanistycznych
została ufundowana przez znanego amerykańskiego filantropa Johna Klugego.
Proces wyboru laureata trwał dwa lata. Do nagrody kandydowało kilkuset
wybitnych naukowców z całego świata.

Profesor Leszek Kołakowski jest autorem około 30 książek na temat religii,
kultury i filozofii. Swoją karierę filozoficzną rozpoczynał jako marksista.
Później jednak zerwał z marksizmem i odegrał znaczącą rolę w krytyce
ideologii komunistycznej. W 1968 roku został zwolniony z pracy na
Uniwersytecie Warszawskim i wyemigrował na Zachód. Jego prace dały
intelektualne podstawy ruchowi "Solidarności". Obecnie Profesor Leszek
Kołakowski mieszka w Oksfordzie w Wielkiej Brytanii.




Temat: O rewolucji w krainie kanibali
NOWA IDENTYFIKACJA
Szanowny Panie Andrzeju,

a propos wyborcow. Profesor L.Kolakowski w swym ostatnim eseju publikownym w
swiatecznym wydaniu GW pisze:

"Jeśli w Wielkiej Brytanii zrobi się referendum w sprawie przystąpienia do unii
walutowej, to w obliczu nieuleczalnej niekompetencji głosujących wynik,
jakikolwiek będzie, będzie aktem nieoświeconej woli, nie zaś rozumu - i gdyby
był pozytywny, wcale nie będzie oznaczał, że jest korzystny dla tego państwa
albo dla całej Europy. Większość narodu nie musi mieć racji - polowanie na
czarownice, a potem kara śmierci zostały zniesione przez parlamenty wbrew woli
większości społeczeństwa."

Caly esej stanowi (w istocie) poparcie dla idei polskiej akcesji do UE. Jest
oczywiscie swietnie - jak to zwykle, gdy pisze prof.Kolakowski) napisany.
Wart lektury. Gdyz choc bedac zdecydowana afirmacja unifikacji stawia
jednoczesnie wiele nieprostych pytan...
Nawet tak swietna umyslowosc jak autor eseju - nie zostawia watpliwosci, iz
akcesja jest (bedac pelna pulapek)poczatkiem konca swiata, naszego swiata,
ktory dobrze znamy. Nowe - to co przychodzi - jest nam obce, gdyz nieznane. O
Kosmopolityczna mysl okresu Oswiecenia, majaca byc intelektualnym gruntem
nowego porzadku Europy przezyla w bardzo ubogiej postaci. Praktycznie zaginala
na poczatku XIX w. Tradycja tamtej mysli jest dopiero teraz na nowo odkrywana.
Czy przypadkiem nie troche na sile ? Prof. Kolakowski, mimo tego, iz bez
watpienia popiera akcesje , nie ucieka przed prezentacja wszelkich, rowniez
tych najbardziej drazliwych i wywolujacych emocje pytan. Pytan o nowa
identyfikacje (co to znaczy identyfikacja europejska, skoro nie ma narodu
europejskiego, jak szanse na przezycie maja male kultury narodowe i jaki
generalnie jest sens europejskiego scalenia).

Pozdrawiam :

Euromir




Temat: Polak-alkoholik,arab wzor wszelkich cnot
Muzułmanizm sie w Europie ma dobrze
Muzułmanizm sie w Europie ma dobrze. Za dobrze. Widać go w
Niemczech, gdyz jest tam ogromba ilosć Turków- byłych
gastarbeiterów. Widać to intensywnie w Wielkiej Brytanii, która
stała sie oazą tolerancji, nie wiem z jakiego powodu, i jakie ma z
tego profity. W Austrii ludzi juz sie buntuja przeciw budowie
meczetów obok kosciołó w kilkusetletnia tradycją, a Jorg Haider mówi
to co wielu Austriaków myśli. W Niemczech młode pokolenie turków
czuje sie już tak u siebie, ze nie zejdą Niemcowi z drogi, a 20 lat
temu zchodzili. W Anglii ilosc muzułmanów jest ogromna, nie kryją
się z kiltami, turbanami. Jedzie taki autem i słucha na pełny
regulator jakiegos arabskiego dosco polo, igo nie obchodzi czy inni
chcą tego słuchać.A póżniej włączasz BBC i widzisz newsa , ze sie
ktoś wysadził na dworcu w liverpoolu na przykład, no i nie inaczej-
arab oczywiście. Pytanie - czy w krajach arabskich buduja sie
kościoły? Odpowiedż nie. Do Arabii Saudyjskiej nie można wwieżć
biblii i różańca . Nie mozna mieć tego w Torbie dla własnego
uzytku!! A w Europie buduja meczety. Czy to nie jest aymetria? Eropa
ma chceścijańskie korzenie, co prawda ma też hiostorie poszarpaną
wojnami, ale mimo wszystko jesteśmy jedną rodziną. Co było złe ,
musimy sobie wybaczyć, czasy sie zmieniły. Nie mam ochoty, żeby za
20 lat moje dzieci chodziły do szkoły w której 30% to arabowie, zeby
meczet był na meczecie. Jak tak dalej pójdzie to za 200 lat połowa
ludności Europy to będą Arabowie, Europa stanie sie arabska, a nasze
korzenie i kultura będa przygniatane koranem. Tak być nie może , ja
się na to nie godzę. Tak samo jak ja myśli pewnie większość, tylko,
ze nie wypada tego głosno mówić. Ale dlaczego niby. Mamy z arabami
same problemy, od talibów poczynając na iranie kończąc. Skoro
jesteśmy cywilizacja szatana, to dlaczego mieszka w wolnej ,
demokratycznej Europie tylu arabów, jakos Europejczycy nie
wyjężdżaja mieszkać do krajów Arabskich. Niech te swoje standardy
moramle arabowie wprowadzają u siebie a nie epatują swoją religia
NIE U SIEBIE. Bo oni nie sa u siebie ale wydaje im sie że już są. I
wykorzystują tą wolność, którą nierostropnie dały im europejskie
rządy. Jeżeli brakuje w Europie rąk do pracy można pozwolic pracować
Ukraińcom, Rosjanom, naprawde nie potrzeeni nam tu arabowie. Zaraz
się odezwa głosy , że jestem nietolerancyjny. Jestem tolerancyjny
ale nie widzę powodu do islamizacji Europy
pozdrawiam.

~Uwmk




Temat: konserwatyzm po socjademokracji
definicje
kons

Konserwatyzm (z łaciny conservare – zachowywać, dochować zmian), ideologia
głosząca potrzebę obrony istniejącego porządku społeczno-gospodarczego oraz
zachowania i umocnienia takich tradycyjnych wartości, jak religia, naród,
państwo, rodzina, hierarchia, autorytet, własność prywatna. Konserwatyzm
zrodził się na przełomie XVIII i XIX w., był próbą przeciwstawienia się
racjonalistycznej myśli oświeceniowej. Za jego twórcę uważany jest E. Burke
(1729–97). Pojęcie rozpowszechnione zostało przez R. de Chateaubrianda (1768–
1848), który wydawał pismo Konserwatysta.

Podstawą konserwatyzmu jest przekonanie, że natura ludzka jest niedoskonała,
stąd ma skłonność do czynienia zła i anarchii. Skłonności te człowiek może
przezwyciężyć poszukiwaniem wskazówek dla swej aktywności w religii, która
jest podstawą ładu moralnego. Przestrzeganie jej zasad gwarantuje bowiem
stabilność społeczną. Według konserwatyzmu wspólnota jest nadrzędna wobec
jednostki, samo zaś społeczeństwo jest ze swej natury spójną całością, opartą
na tradycji i ciągłości historycznej.

Konserwatyści, przeciwstawiając się egalitaryzmowi podkreślali, że podstawą
ładu jest hierarchiczny układ społeczny, własność prywatna i silna władza
państwowa. Stąd też krytycznie odnosili się do rewolucji i wszelkich
gwałtownych zmian. Dopuszczali jedynie takie przeobrażenia, które są efektem
naturalnego procesu zdobywania doświadczeń (ewolucja). Współcześni
konserwatyści, wprawdzie akceptują system parlamentarno-demokratyczny, jednak
nadal podkreślają swoje przywiązanie do tradycyjnego, elitarnego układu
społeczeństwa. W kwestiach gospodarczych, wychodząc z klasycznego liberalizmu,
opowiadają się za gospodarką rynkową opartą na prywatnej własności i wolnej
konkurencji. Uważają też, że przy zachowaniu tradycyjnych wartości moralnych,
do których obrony zobowiązane jest państwo, należy ograniczyć jego funkcje do
niezbędnego minimum.

socjaldemokr

Współczesne partie socjaldemokratyczne dążą do rozładowywania konfliktów
społecznych, utrwalania zdobyczy socjalnych, solidarności społecznej,
połączenia prywatnej własności z państwowym programowaniem. Najsilniejsze
partie socjaldemokratyczne działają obecnie w: Niemczech (SPD), Wielkiej
Brytanii (Labour Party), krajach skandynawskich, Hiszpanii i Austrii.

*******************************************************************************

elitarny uklad spoleczenstwa???

hierarchiczne spoleczenstwo???

religia jako czynnik ksztaltujacy panstwo???

bleeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee...



Temat: Newsy 3
Sushi z certyfikatem?
wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?kat=1356&wid=8584410&rfbawp=1162662058.020&ticaid=129fb

Japońskie Ministerstwo Rolnictwa myśli o stworzeniu systemu certyfikatów dla
japońskich restauracji za granicą - pisze w internetowym wydaniu brytyjski
dziennik "The Independent".

Ministerstwo poinformowało, że chce "szerzyć prawidłową japońską kulturę
gastronomiczną" i "podnieść wiarygodność" japońskiej kuchni serwowanej
zagranicą.

Wiele tzw. japońskich restauracji w obcych krajach serwuje "jedzenie, które
odbiega od oryginału zarówno pod względem składników, jak i sposobu
przygotowania" - uważa ministerstwo.

W ciągu ostatnich 10 lat w Wielkiej Brytanii jak grzyby po deszczu pojawiały
się setki nowych restauracji podających sushi, tempurę i inne japońskie
smakołyki, które - ku zgrozie japońskich turystów - japońskie były bardziej z
nazwy niż jakości.

A Japonia szczyci się swoimi tradycjami kulinarnymi i bardzo surowym systemem
licencyjnym.

Żeby robić sushi z prawdziwego zdarzenia, trzeba szkolić się dwa lata, by umieć
rozpoznać zapach, smak i jakość dobrej ryby, a żeby móc przygotowywać inne
dania, trzeba mieć na to licencję. Jest ona niezbędna np. w przypadku sashimi z
fugu - cieniutkich plasterków z podawanej na surowo z zielonym chrzanem wasabi
i sosem sojowym pewnej trującej ryby (fugu to ryby z rodziny rozdymkowatych).

Japońskie ministerstwo ma nadzieję, że system certyfikacji wpłynie na poprawę
jakości japońskich dań i przysłuży się japońskim firmom handlującym sosem
sojowym, wodorostami nori i innymi japońskimi produktami żywnościowymi. (mj)




Temat: Ja chce nowy stadion na minimum 40 000!!
xiv napisał:

> chcesz przyklady? ManCity, gdy bylo pare lat temu w trzeciej lidze to mialo
> srednio-sezonowo 25 tys ludzi na meczy; to wiecej niz srednio-sezonowo
srednio-
> kolejkowo wszystkich kibiców 2 ligi razem wzietych [nota bene GW nawet nie
> podaje ilosci kibiców na meczach] - szlagier 1 ligi zebral 14 tysiecy ludzi...
> wiec moze rzeczywiscie z tymi paroma setkami przesadzilem
> z drugiej strony mieszkam kolo stadionu Arsenalu (zarowno nowego, jak i
> starego) i taki moloch w srodku miasta powoduje paraliz komunikacyjny na
> conajmniej pare godzin :(

No jeśli mamy porównywać ligę i stadiony polskie do angielskich to wygrałeś.
Piszesz o korkach i o tym że na mecze na Śląska chodzi kilkaset osób.
Zaprzeczasz sam sobie bo jakie te kilkaset osób może zrobić korki?

Faktycznie 40 tys to dużo jak na obecną frekwencję ale Wrocław to miasto 600
tys i my jak nikt inny mamy ambicje być najlepszymi we wszystkim, bo jeśli nie
my to kto? Chorzów? Inna sprawa że jak będziemy planowali stadion na 40 tys to
i tak skończy się na planach i pewnie będzie miał z max 20 tys miejsc. Wrocław
chce być najlepszy we wszystkim a obecna we Wrocławiu II liga to wegetacja,
która nijak ma się do historii i tradycji klubu Śląsk. Nawet środek I ligi nie
jest celem Wrocławia. Tak jak pisałem ze względu na wielkość naszego miasta
zawsze chcemy walczyć o najwyższe cele i stąd stadion na 40 tys ludzi. Nie
jesteśmy minimalistami.
Na meczu Legii z Wisłą było 14 tys bo... więcej nie pomieści stadion. Na nic
nie znaczącym meczu Polski z Kamerunem było 40 tys. Bilety na mecze Polaków do
El. ME kosztowył w tym roku od 90zł do 300zł. Rozumiesz jakie jest
zapotrzebownie na piłkę nożną?

A powiedz jaki jest twój cel? Co cię w Wielkiej Brytanii obchodzą sprawy
Wrocławia i jego mieszkańców? Może powinieneś zainteresować się jak rozładować
korki wokół stadionu Arsenalu?




Temat: Wszystkich Świętych
Gość portalu czytelnik napisał:
> Mam takie luźne skojarzenie, nie wiem czy prawidłowe, ale chyba Halloween i
> Walentine Day propagują ci sami ludzie którzy świętowali 1 Maja i 22 Lipca.

Choć sam w tych świętach za bardzo nie uczestniczę, to pozwolę sobie postawić
tezę, że skojarzenie Twoje, Czytelniku, nie wydaje się być prawidłowe.
Po pierwsze primo: Dzień Św. Walentego (po angielsku raczej Valentine's Day
niż to co napisałeś powyżej) ma w Europie bardzo długą tradycję, znacznie
starszą niż 1 maja (pewnie jakieś sto lat, obchodzone było także w krajach
niekomunistycznych) czy 22 lipca (50 lat i to ograniczone do tworu zwanego
PRL). My po prostu wracamy do tej czegoś, z czego na kilkadziesiąt lat nas
wyrwano - w tym sensie bliższe mojemu odczuwaniu tradycji są powidoki Starego
Pustelnika (o ile dobrze Go zrozumiałem, bo umysł mój jakby niezbyt lotny).

Może jako poszlakę na poparcie moje tezy wkleję luźny cytat z niesprawdzonego
źródła:
"Początki dnia zakochanych sięgają jeszcze czasów antycznych. Obchodzono je
hucznie już w starożytnym Rzymie. Jednak dopiero za czasów biskupa Ternii
Walentego dawne pogańskie święto płodności przekształciło się w święto
zakochanych.
Święto to przyjęły później Galia i Brytania. Natomiast we Francji zwyczaj
losowania imion partnerek do flirtu utrzymywał się aż do XIX wieku. Do Ameryki
tradycja walentynkowego święta przywędrowała wraz z osadnikami z wysp
Brytyjskich.
Św. Walenty jest w Polsce patronem diecezji przemyskiej. Dawniej znany był
jako patron ludzi umysłowo chorych. Pewnie dlatego niektórzy twierdzą, że
między miłością a chorobą psychiczną różnica jest nie wielka. Dopiero przed II
wojną światową św. Walenty został patronem zakochanych w Polsce. Po roku 1945
przestano kultywować tradycję. Wznowiono ją ponownie po 1989 roku."




Temat: Negocjacje w sprawie sprzedaży Ery nabierają ru...
sbatory napisał:

> Przekonano mnie jak i większość Polaków, że jak firma pada i jest źle to
> lepiej szukać zagranicznego inwestora. Nie rozumiem tylko dlaczego
> sprzedawane są firmy/ marki takie jak PTC Era? Przecież rozwija się, nie ma
> kłopotów... czy wszystko trzeba sprzedać? Wiem, że właścicielami są ludzie,
> dla których kasa liczy się bardziej niż cokolwiek a pojęcie "polskie,
> narodowe" jest im obojętne, ale czy stwierdzenie: "Wszystko jest na sprzedaż,
> różnica polega w wyskości ceny" - musi być w przypadku Polski i Polaków aż
> tak prawdziwe?
>
> Może ktoś wie i może mi odpowiedzieć dlaczego tak jest? Zgadzam się z Uzii,
> że nic nie zostanie naszego bo u nas liczy się tylko szybki zysk i kasa.

Wykupywanie firm, ktorym dobrze leci, to codziennosc takze w starych krajach
Unii. Zeby zostac w branzy, wystarczy tylko wspomniec, co sie stalo z niemiecka
firma Mannesmann. Koncern znany glownie z prudukcji rur stworzyl jako pierwszy
na poczatku lat 90-tych siec cyfrowej telefonii komorkowej w Niemczech i w
krotkim czasie opanowal wiekszosc rynku (wyprzedzal nawet Deutsche Telekom).
Wykupywal jedna firme za druga we Wloszech, Francji /Orange/, Wlk. Brytanii ...
az trafila kosa na kamien. Brytyjski Vodafone poczul sie zagrozony na wlasnym
podworku i przystapil do kontrataku. Po kilkumieisiecznej wojnie doszlo do
wrogiego przejecia Mannesamana za 200 miliardow DM. Zeby splacic dlugi Vodafone
rozwalil starego Mannesmanna, tzn. sprzedal wszystko, co nie bylo zwiazane z
telefonia a siec w Niemczech przemianowal oczywiscie na Vodafone. I tak zniknal
(prawie) wielki koncern z jeszcze wiekszymi tradycjami.

Podobny los (chociaz inna droga) w ostatnich latach spotkal dobrze prosperujacy
koncern chemiczny Hoechst, ktory czesciowo znalazl sie w rekach francuskiego
Sanofi, reszta w rekach amerykanskich inwestorow.

A co maja powiedziec Anglicy, ktorzy takie swietosci jak Rollce Royce i Bentley
stracili na rzecz niemieckich BMW i VW ?

Taki jest kapitalizm ...



Temat: przyrost a imigracja
hmmm
Gość portalu: miłka napisał(a):

> Już wiesz rob_i, jaki mam stosunek do islamu, więc nie będę się powtarzać.
> Tyle, że ja nie wierzę w zbawczą rolę katolicyzmu w tej sprawie. Według mnie
> tylko rozwój gospodarczy i naukowy mogą doprowadzić do upadku wszelkich
reżimów

patrzac na procesy historyczne, Twoja wiara jest dosc naiwna, bo nie ma
gwarancji, ze nasza cywilizacja nie upadnie w dajacym sie przewidziec czasie
tak, jak upadaly wielkie cywilizacje starozytne - ludzie na wiele stul;eci
zapominali o odkryciach

a w naszej kulturze jest duzo przeslanek wskazujacych na mozliwy uadek (choc na
razie niewyuobrazalny)

> Trzeba uczyć dzieci światopoglądu naukowego, a nie
> dowodzić, że jedyną naszą obroną przed ciemnym islamem jest religia katolicka.

ja dziekuje za swiatopoglad naukowy - nauka jest do poznawania swiata i
ulepszania go, a do poznawania czlowieka i ulepszania go jest religia albo inny
powszechny system filozoficzny

> A co do zalewu, to historia uczy, że przybsze, nawet najeźdźcy ulegają
kulturze
>
> tubylców, a nie odwrotnie.

chyba uczylismy sie innej historii - tak, bylo tak w przypadku tolerancyjnych
przybyszow, czy najezdzcow (np. Anglicy w Indiach - ale Hiszpanie w Am. Pd. juz
nie - gdyby Hiszpanie zajeli Indie, to bylyby one teraz katolickie)

to o czym piszesz mialo miejsce w zasadzie tylko w Chinach, bo juz z Grecja i
Rzymem jest to problematyczne

jesli spojrzymy historycznie, to mniej tolerancyjny zawsze wygrywal

> poczekać. To nie stanie się w jednym pokoleniu, bo wytrąciłoby tych ludzi
> zupełnie z równowagi. Na razie trzymają się swojej tradycji, żeby nagle nie
> stracić gruntu pod nogami w obcym kraju, w obcej kulturze. Dlatego raczej się
> nie obawiam o przyszłość Europy.

znowu nieprawda - odrodzenie islamskie we Francji, czy na wiele mniejsza skale
w Wlk. Brytanii ma miejsce w drugim, czy trzecim pokoleniu - dlatego elity
intelektualne Francji byly w takim szoku po pamietnym meczu pilkarskim Francja-
Algieria

Pozdrawiam i licze, ze odpowiesz mi takze w innych watkach, gdzie dyskutowalismy

jeszcze raz serdecznie Cie pozdrawiam



Temat: O Jagiellonii i Brytanii z Normanem Daviesem

Bo to chyba nie jest możliwe.

N.D.: Pewnie tak. Formuję swoje poglądy na podstawie innych materiałów. Nigdy
nie uważałem się za rewizjonistę, który ma wrogów i musi z nimi walczyć. Zawsze
czułem się swobodnie: napiszę tak, jak ja to widzę. Nie należę do tej tradycji
historiograficznej, w której historyk stoi w kolejce i obowiązkowo musi się nie
zgadzać z poprzednikiem. Lubię być wolnym człowiekiem, co czasem kosztuje, ale
myślę, że trzeba być ponad awantury zawodowe. Dla angielskich historyków był to
duży szok, że ja, znany jako historyk Europy Wschodniej czy Polski, ośmieliłem
się pisać o problemach Wielkiej Brytanii. Przecież są ludzie, którzy spędzają
całe życie na badaniu tego, co w moich Wyspach zajmuje dwie strony.

Książę normandzki Wilhelm płynie na podbój Anglii, miniatura średniowieczna

Wcześniej zresztą był pan w takiej samej sytuacji, bo Polacy nie wierzyli, że
Brytyjczykowi uda się napisać książkę o Polsce, która będzie ważna dla Polaków.

N.D.: Pierwszą książkę Biały orzeł, czerwona gwiazda, o zmaganiach z Rosją
Radziecką w latach 1919-1920, napisałem na polecenie Taylora, choć on nie do
końca przyjął mój punkt widzenia. Powiedział, że dla polskich historyków będzie
to nie do pomyślenia. Zresztą miał to być mój doktorat. Gdy poszedłem do niego
z prośbą o opinię, stwierdził: Jesteś dobry, a doktoraty są dla drugorzędnych
historyków. Napisz od razu książkę. Miał do mnie zaufanie - i tak zacząłem.

Przejdźmy do Wysp, które właśnie ukazały się w Polsce. W książce obala pan
utrwaloną, anglocentryczną wizję dziejów Wielkiej Brytanii. Dużo pisze pan o
dziedzictwie Celtów, Rzymian, wikingów, Normanów. Np. Wilhelma Zdobywcę, wodza
Normanów, który w XI wieku podbił Anglię i został jej królem, określa pan np. z
francuska Gillaumme le Conquerant, przez co wyjmuje go z kontekstu tradycji
brytyjskiej.

N.D.: Chcę tylko opisać ludzi, tak jak oni myśleli o sobie, oraz uświadomić
czytelnikom, że kultura brytyjska jest wielojęzyczna i wieloetniczna. Jest w
niej też miejsce - i to bardzo ważne - dla tych, którzy mówili po francusku.
Podobnie jak po celtycku, łacinie, duńsku, sasku... Wilhelm Zdobywca nie znał
ani słowa po angielsku! Był z pochodzenia wikingiem, ale z normandzkiego kręgu
kultury francuskiej. I przez kolejne 500 lat on i jego następcy mówili po
francusku! Cała elita polityczna w Anglii była francuska. Z tego powodu jest
anomalią określanie ich nazwiskami angielskimi. Dlatego też piszę Gillaumme le
Conquerant i Edouard I, II czy III.

W prawie każdej historiografii europejskiej występuje teoria najazdów, zresztą
nie zawsze prawdziwa. Znajdziemy ją w historii Rosji - tam też, mniej więcej w
tym samym czasie co w Brytanii, byli wikingowie, którzy stworzyli państwo
ruskie. W Bułgarii z kolei pojawił się jakiś odłam Hunów - drużyna Asparucha,
która też przejęła władzę, ale bardzo szybko wtopiła się w silniejszą
kulturalnie i liczniejszą masę podbitych Słowian. Czy podobnie było na Wyspach
Brytyjskich?

N.D.: Normanowie, a raczej wikingowie z Normandii, która zresztą jest ich
tworem, rozeszli się we wszystkich kierunkach: dotarli nie tylko do Anglii, ale
także do Paryża, na Sycylię, do Irlandii, gdzie założyli Dublin. Nie ma na
świecie narodów czystych etnicznie. Każdy naród europejski jest w różnych
proporcjach etniczną mieszanką. Tyle że każda historia narodowa wybiera
selektywnie z tej mieszanki elementy, które się jej podobają. Np. historia
brytyjska została napisana jako historia Anglii, z pominięciem czy wręcz
wymazaniem Celtów.

Teraz chyba wszystko się zmieniło, bo kiedy się idzie do kina, to na ekranie są
okropni Anglicy-mordercy i dzielni Celtowie, Szkoci pod wodzą Williama
Wallace'a, Rob Roy i inne bravehearty?

N.D.: Mamy dziś ogromną falę celtic revival. To dobrze, bo tradycyjna historia
anglocentryczna jest nie do przyjęcia. W XIX wieku Anglicy, naród imperialny,
uważali, że mają więcej wspólnego z Rzymianami niż z Celtami. Są książki o
historii Wysp Brytyjskich, w których Celtów w ogóle nie ma! Nie znajdzie się
tam informacji, że kiedyś cała Anglia była galijska - od morza do morza. Takie
rzeczy można było znaleźć tylko w historiografii walijskiej. Jednak była to
historia lokalna, przeznaczona dla Walijczyków, a nie szerszego grona
czytelników.




Temat: Pobębnią w Warszawie
Pobębnią w Warszawie
Dla tych, co kochają rytm:

YAMATO 5 marca 2005 r., godz. 16.00 i 19.00 Warszawa, Sala Kongresowa
www.bileteria.pl/kongresowa

YAMATO wspaniale interpretuje muzyczne tradycje gry na bębnach taiko, które
od wieków są związane z tradycją, kulturą i religią Kraju Kwitnącej Wiśni. W
spektaklach YAMATO łatwo zauważyć, iż artyści czerpią duchową wiarę swoich
przodków w siłę bębna. Wykonawcy często podkreślają w rozmowach, że w grę na
tych niezwykłych instrumentach wkładają swoje dusze, by wydobywający się
dźwięk poruszał sercami ludzi.

Przedstawienia YAMATO to niezwykłe połączenie dźwięków bębnów (okedo-daiko,
hira-daiko, miya-daiko, shime-daiko) z koto, chappa, shino-bue, shamisen oraz
kane. Dzięki takiemu połączeniu instrumentów muzycznych występy YAMATO
oferują widzom niezwykłą różnorodność muzyczną. Na scenie artyści prezentują
najwyższej jakości grę na bębnach, która ich zdaniem płynie prosto z serca i
jest jak bicie serca - pulsem życia. Nie byłoby to możliwe bez setek godzin
intensywnych treningów i ekstremalnej koncentracji, którą widać w
perfekcyjnej synchronizacji oraz superszybkich ruchach ramion bębniarzy.
Niesamowita energia i humor grających wraz z kolorowymi, autentycznymi
strojami japońskimi uzupełniają to niezwykłe widowisko.

Grupa YAMATO została założona w 1993 roku, w Nara, miejscu o którym się mówi,
że jest kolebką narodzin kultury japońskiej. Międzynarodowy rozgłos przyszedł
wraz z występem zespołu podczas Edinburgh Fringe Festival, gdzie grupa
wygrała Spirit of Fringe Award w 1998 roku. Od tamtej pory zespół dał ponad
900 przedstawień na całym świecie dla ponad milionowej publiczności.

W pierwszej połowie 1999 roku trasa koncertowa objęła pięć europejskich
krajów: Wielką Brytanię, Holandię, Belgię, Niemcy, Austrię, podczas której
grupa zagrała 70 koncertów. Rok później, po występach w Osace i Tokio, YAMATO
pojechał ponownie do Wielkiej Brytanii i wystąpił w jednym miesiącu aż 27
razy. Brytyjska trasa koncertowa była sukcesem, występy obejrzało ponad 30
tysięcy osób.

W 2001 roku zespół odbył tourne po Ameryce dając 100 koncertów. Rok później
występowali m.in. w Indiach, Sri Lance i Bangladeszu. W ubiegłym roku zespół
koncertował zarówno w USA, jak i Europie. Pod koniec marca 2004 roku po raz
pierwszy przyjadą do Polski w ramach kolejnego europejskiego tourne.
Następnie pojadą na Litwę, Łotwę, Estonię i do Rosji. Potem wystąpią w
Portugalii, Hiszpanii, Słowenii, Niemczech, Austrii i Szwajcarii.

Goudse Courant: Yamato stworzył nie tylko spektakl muzyczny, ale również
ucztę dla oczu, podczas której artyści wręcz zarażali swoją energią
publiczność.
Leeuwarder Courant: Teatralnie i muzycznie i do tego sportowo. Spektakl
całkowicie absorbujący od początku do końca.
The Guardian: Pełna elegancji i potęgi gra na bębnach. I porywające rytmy
taneczne.
The Scotsman: Wielki hit. Trzeba to zobaczyć. Czysta energia spotyka się na
scenie z duchowością.
Evening Standard: Cudowne!
Metro (Londyn): Wspaniałe. Eleganckie i cudowne, a zarazem zwyczajna radość.

Pzdr
M44



Temat: Angielska Pilka Nozna
Moja wiedza o futbolu jest wprawdzie nieco"pozaboiskowa" ( co udowodniłam
swoim wpisem, bawiąc się plotkarza, vide ten fryzjer Beckhama:))) co nie znaczy
że nie wiem, o co chodzi w grze:) Naprawdę uwielbiam oglądać mecze, lubię
jednak także poczytać sobie o historii imprezy pd nazwą MS:) Historię MS w
piłce nożnej publikował "Magazyn" GW- i tam dowiedziałam się o wysokim
mniemaniu, jaki mieli so sobie Brytyjczycy, nie chcąc nawet zniżac się do
poziomu Europy.
Nie pamiętam, kto rozpoczał ruch na rzecz zorganizowania MS w piłce nożnej
( Rimmet bodajże).. W każdym bądź razie, uznając,że to Anglicy są "ojcami
futbolu" rzeczony obywatel wysłał notę do Angielskiego Ministerstwa sportu
( poczatek XX wieku) z pomysłem zorganizowania MS. Przez lat kilka nie otrzymał
odpowiedzi, choć Minister list na pewno dostał. I wojna światowa storpedowała
plany organizacji imprezy. Dopiero po jej zakończeniu Rimmet już nie gryziony
wyrzutami sumienia z powodu milczenia Anglii, rozpoczał rozmowy z krajami
chętnymi do organizacji MS.
Wobec tego Wielka Brytania nie była jednym z ojcow założycieli ( i może
stąd jej niechec wobec imprezy?)
I MS były w Urugwaju ( 1930), wygrali gospodarze,bo generalnie Europa
zawiodła i nie przybyła ( zbyt daleko:))- były tylko 4 zespoły...:)). Potem już
rozgrywano ( do wybuchu wojny) MS w Europie. Bez Wielkiej Brytanii.
Po raz pierwszy Anglia wystąpiła w 1950 w Brazylii. Wygrała I mecz, ale
potem nastąpiły spektakularne( hm dla niektórych niespodziewane...) porażki i
to na dodatek z USA - z zespołem, który nie prezentował jakiejś szczególnie
wysokiej klasy. W końcu piłka nożna w USA to sport niezbyt popularny. Potem
przegrany mecz z Hiszpanią- i drużyna Wyspiarzy pakowała walizki po fazie
grupowej:)) Prysnął mit, niezyciężonych Ojców Futbolu:))
Angielski sposób gry w piłkę często chyba określano jako prezetowanie
taktyki "Dośrodkowanie na pole karne" a tam może ktoś dobije:)) Teraz chyba
wychodzi to z użytku. Choć z precyzyjnymi podaniami, mojego (Ach:) idola
Beckhama powinno się kontynuować tradycję:)))( a dodatkowo wobec brytyjskiego
konserwatyzmu:)
Beckham stał się zresztą ( ach to znowu wiadomośc z gatunku plotkarskich, ale
ja tak Lubię Davida..) bożyszczem Japończyków ( ku utrapieniu japonskich matek,
których dzieci chciały jak jeden mąż zrobić sobie fryzurę a la Beckham.. brrr:((
Ale ciekawa jestem Kidd, Twojej opinni na temat tej prasy brytyskiej i
artykułów, jakie ukazują się i przed i po spotkaniu reprezentacji. Chyba sa
strasznie ostre??? Przed meczem wobec przeciwnikow a po - przegranym - meczu,
wobec narodowej drużyny:))) A po wygranym...?
Ja opieram się na przedrukach w polskiej prasie, ale może to wszystko być
wyrwane z kontekstu i tak naprawdę niepotrzebnie nie lubię Reprezentacji
Anglii?:)))




Temat: Fritz Jacob Haber
RUCH AUTONOMII ŚLĄSKA
CZŁONEK DEMOKRATYCZNEJ PARTII LUDÓW EUROPY-
WOLNEGO SOJUSZU EUROPEJSKIEGO (DPLE-WSE)

Oświadczenie.

Opolski Oddział Ruchu Autonomii Śląska z zażenowaniem przyjął nagonkę na
inicjatorów nadania imienia Śląskich Noblistów oleskiemu zespołowi szkół,
zainicjowaną przez aktywistów Platformy Obywatelskiej oraz Prawa i
Sprawiedliwości. Pretekstem do rozpętania medialnej burzy stała się obecność w
licznym gronie pochodzących ze Śląska laureatów prestiżowej nagrody Fritza
Habera, chemika uhonorowanego w 1918 r. za opracowanie syntezy amoniaku z
pierwiastków azotu i wodoru. Decydującym o przyznaniu nagrody szwedzkim
akademikom znane było zaangażowanie laureata w opracowanie metod produkcji
gazów bojowych i w kierowanie ich użyciem na frontach I wojny światowej. Mimo
to docenili doniosłość odkryć Habera, które przyczyniły się do ograniczenia
plagi głodu.

Sam Haber dokonał rozrachunku ze swoim udziałem w militarnych działaniach
Niemiec w kilku publikacjach. Liga Narodów powołała go na eksperta w dziedzinie
tworzenia obrony gazowej. W roku 1933, po dojściu do władzy narodowych
socjalistów, naukowiec opuścił Niemcy i znalazł zatrudnienie w Wielkiej
Brytanii. Zmarł w roku 1934. Od 1953 r. jego imię nosi prestiżowy berliński
instytut chemii i elektrochemii.

Podobnie jak wielu naukowców europejskich Haber zaangażował się w prace nad
śmiercionośną bronią. Nadzorował też jej wykorzystanie przeciw żołnierzom
wrogich wobec Niemiec armii. Fakty te kładą się cieniem na reputacji wybitnego
chemika, w żadnym stopniu nie uzasadniają jednak określania go mianem ludobójcy
i zbrodniarza. Postawy Habera nie można bowiem oceniać przez pryzmat
późniejszych przypadków użycia broni chemicznej, wbrew międzynarodowym
konwencjom i przeciw ludności cywilnej.

W obliczu przytoczonych faktów – powołania Habera na eksperta przez Ligę
Narodów, uzyskania przezeń zatrudnienia w Wielkiej Brytanii i nadania jego
imienia cenionej placówce naukowej w demokratycznym państwie – za pozbawione
podstaw uznać trzeba utworzenie przez wojewodzinę opolską specjalnej komisji,
której celem jest lustracja naukowca. Działanie to, podobnie jak wypowiedzi
polityków PO i PiS, może być interpretowane jako wyraz nacjonalistycznych
uprzedzeń i niechęci do niepolskich tradycji Śląska. Ku takiej interpretacji
może skłaniać fakt, że w nazwie jednej z opolskich ulic wciąż figuruje nazwisko
Erenburga, stalinowskiego propagandzisty nawołującego do mordowania niemieckiej
ludności cywilnej. Patron ten, którego usunięcia domagał się kilkakrotnie Ruch
Autonomii Śląska, nie wzbudził dotąd zastrzeżeń Urzędu Wojewódzkiego, polityków
PO i PiS.

Za Zarząd Opolskiego Koła Ruchu Autonomii Śląska

Piotr Długosz




Temat: "Grzechy bialych"
Przeczytałem dokładnie cały artykuł Szymborskiego, opisujący wcześniejszy
artykuł Goodhart’a w “The Guardian”. Uważam, że ataki na Goodharta, oskarżanie
go o rasizm jest dziełem krzykaczy, którzy nie zastanawiają się, że człowiek
ten w gruncie rzeczy wyraził uczciwie obawy wielu ludzi. Tu nie chodzi o
rasizm. Zresztą, wyraźnie napisał on, że w przypadku rozdzielania świadczeń,
władze musza być ślepe na kolor skóry, wyznanie, rasę, itp. Tu chodzi o
naturalną obawę ludzi z europejskiego kręgu kulturowego o zachowanie
zasadniczego charakteru, tradycji, języka i obyczajów swojego narodu, które
kształtowały się przez stulecia. Tu nie chodzi o zamknięcie drzwi przed
kimkolwiek o takim, czy innym kolorze skóry, czy wyznaniu, a raczej o
prowadzenie polityki imigracyjnej takiej, by sprzyjała ona asymilacji.
W odróżnieniu od Ameryki i Kanady, które są wieloetniczne i wielokulturowe,
gdzie każdy jest skądś, kraje europejskie od wieków stanowiły zwarte grupy,
wyznaczone przez język, historię, obyczaje, często i wyznanie przeważającej
większości. O ile to ostatnie ulega zróżnicowaniu w wielu krajach, o tyle
tradycyjne stroje, historia, obyczaje, i przede wszystkim język, trzymają razem
narody i są motorem ich dalszego przetrwania. Nie widzę niczego złego w dumie z
własnego narodu, czego nie należy w żaden sposób utożsamiać z szowinizmem.
Szowinizm, to przekonanie, że się jest „lepszym” i pogarda dla członka innej
nacji, czy rasy. Coś takiego, jak również dyskryminacja jest godne potępienia w
każdym wypadku.
Dyskutujemy tu o dyskryminacji i o potrzebie tolerancji rasowej i to jest ze
wszech miar słuszne. Ale nikt z nas nawet na chwilę nie przestaje czuć silnych
związków z polską kulturą, z naszymi tradycjami, z naszą historią i, rzecz
jasna, posługujemy się naszym własnym językiem. Nie sądzę, by ktokolwiek z nas
nawet z tego Forum chciał, by Polska zatraciła swój zasadniczy, polski
charakter. Owszem, chcielibyśmy, żeby w Polsce było więcej tolerancji, żeby nie
było dyskryminacji, rasizmu, antysemityzmu, kołtuństwa. Ale nie chcemy nagle
się stać bezimienną masą bez wspólnych tradycji, bez historii, bez języka.
Dlatego, powinniśmy przyjmować i być gościnni w stosunku do przybyszów z innych
krajów, traktować ich tak, jak swoich i pozwolić im na kultywowanie swoich
tradycji, ale jednocześnie powinniśmy dążyć do tego, by oni, osiedlając się na
stałe w Polsce, przejmowali też nasz język i nasze tradycje. Nie muszą to
koniecznie być tradycje ściśle związane z religią większości, ale bardziej w
sensie obyczajowym. Kiedyś Gołda Tender, aktorka teatru Żydowskiego Warszawie
powiedziała do mnie w rozmowie, że u niej w domu, pomimo odmiennej religii, w
okresie Bożego narodzenia stała choinka. Tu chodzi o to, żeby przybysze z
innego kraju akceptowali nas i nasze normy obyczajowe, tak, jak my akceptujemy
ich, jako współobywateli.
I nie chodzi tu nawet koniecznie o ludzi innych ras. Już w naszej historii
Polaków usiłowano rusyfikować i germanizować. Czy my potępiamy, czy raczej mamy
pełną admirację dla zachowania Marcina Borowicza i jego kolegów z „Syzyfowych
prac”? Czy strajk dzieci z Wrześni z 1905 roku uważamy za nacjonalistyczny
wybryk? Oczywiście, ze nie. To był w pełni uzasadniony ruch samoobrony przez
odebraniem tożsamości narodowej. Jeśli chcemy pozwolić przybyszom na zachowanie
swojej tożsamości, to musimy też od nich wymagać, by nam też naszej tożsamości
nie burzyli.
Oczywiście, w Polsce nikt nam tej naszej tożsamości nie burzy. Na potencjalnym
przykładzie Polski usiłuję wytłumaczyć, że ja Goodharta nie potępiam za jego
artykuł, pisany w Wielkiej Brytanii, która jest jednym z najbardziej
liberalnych etnicznie krajów na świecie i gdzie przybyszów o bardzo odmiennej
kulturze jest znaczny odsetek. W Ameryce, wszyscy ludzie, różnych ras, religii,
koloru skory, już w drugim pokoleniu mówią o sobie „jestem Amerykaninem”,
jednocześnie z duma eksponując swoje korzenie polskie, greckie, wietnamskie,
czy haitańskie. Reasumując: tolerancja i przyjmowanie ludzi ze wszystkich
krajów – TAK, ale z jednoczesnym wyraźnym żądaniem od nich, by asymilowali się
(bez wyrzekania się swoich korzeni) i szanowali tradycje, język i kulturę kraju
gospodarzy i byli wobec tego kraju lojalni.




Temat: OSZAŁAMIAJĄCE Dzwony na Ogrodowej
odp. deczko zbyt filozoficzna jak na te czasy...:)
A więc służę wyjaśnienie sposobu myślenia :)

> - teza pod tytułem „widziały gały co brały” jest często krzywdząca.
> Nie każdy kościół bije w dzwony. Oczywiście przyznaje, że
> wystarczyło przed zakupem spędzić jeden dzień w miejscu
> zamieszkania, żeby się przekonać, że ten kościół akurat bije. Z
tym
> nie będę polemizował

Wystarczyło znacznie mniej. Kościół który ma w planach dzwonnice
generalnie bije w dzwony. Dodatkowo pod kaplicą też stał dzwon, w
widocznym miejscu. Mały, ale chyba dawał do zrozumienia, że skoro
kaplica ma dzwon to kościół też będzie miał. Choć może wymagam za
dużo myślenia analitycznego :D

> - kościół jest dla ludzi a nie ludzie dla kościoła – to tak
apropos
> księży (to nie jest wycieczka personalna), którym wydaje się, że
> posługa kapłańska to niemal polityczne zajęcie związane
> przywilejami, które niesie ze sobą władza.

No nie zaprzeczam, masz świętą rację, ale co to ma do rzeczy? W tym
kraju 90 procent ludzi to Katolicy, i znakomita ich większość chce
bicia w dzwony. Dla ludzi, jak wszędzie oznacza dla większości, no
nie?

> - tradycja nie jest dobrym argumentem

Jak dla mnie jest, jak patrzę co się dzieje na świecie. Europa tępi
swoją kulturę, religię, tożsamość. W imię politycznej poprawności
likwiduje kolejne tradycyje (przoduje w tym wielka brytania).
Tymczasem nikt poza Europą (a Europa to w skali świata garstka
ludzi) tego nie rozumie. Nawet Stany w których polityczna poprawność
tego typu się narodziła się z tego wycofały - zresztą wystarczył
obejrzeć inaugurację Obamy - dwóch pastorów i modlitwa. Nikomu nie
przeszkadzało. A Europa zastępuje tradycje usunięte właściwie tylko
jednym - pienądzem i konsumpcją. Nie rozumiem, czemu w kilku
Państwach Europy nie można budować Szopek podczas gdy te powstają w
Dubaju czy Singapurze. Nie można się wyzbyć wszystkich tradycji. A
że znów bicie w dzwony to dla znakomitej większości tradycja piękna.
I powiedzmy sobie szczerze niezbyt uciążliwa, to już zamach na nią
jest kompletnie niezrozumiały!

> Wydaje mi się, ba jestem przekonany, że w kwestii dzwonienia wiele
> zależy od proboszcza, który może ale wcale nie musi dopasowywać
się
> do swoich wiernych. Pytanie tylko czy okazywanie władzy przystoi
> duchownemu. Nie znam szczegółów negocjacji Proboszcza z wiernymi
> więc nie chcę nikogo pomówić.

Ależ nie używanie dzwonów to nie jest prośba wiernych. A jeśli to
ich maleńkiej mniejszości i grupki (też nie za dużej) niewierzących.
Dla większości ludzi to piękna tradycja. A co, uważasz, że proboszcz
ma się ugiąć pod argumentami mniejszości (nawet głośnej ale wciąż
mniejszości)? A gdzie demokracja!

> Na koniec pytanie: jaka symbolika stoi za dzwonieniem kilka razy
> dziennie?

Nie wiem. Pewnie żadna. Ale motywuje to przynajmniej część ludzi by
stanęli, zastanowili się nad światem, pomyśleli że życie nie kończy
się na pieniądzach i zastanowili się "komu bije dzwon", a nie "jak
zarobić ekstra tysiaka". Jest to też jedna z bardzo niewielu
tradycji wynikłych z religii, która jest widoczna bądź słyszalna.
Katolicyzm w Europesjkim wydaniu nie ma za dużej ilości widocznej
symboliki. To nie Ameryka południowa. Są tylko raz do roku widoczne
procesje. A wszyscy ludzie świata potrzebują przystanąć czasem.
Zwłaszcza, że w PL, a już w WWA jest z tym źle. Tylko kasa, kasa,
kasa. A dzwony przypominają starą prawdę - memento mori...

Pzdr.

PS: deklaratywnie pewnie jestem wierzący, bo w Boga wierzę, ale do
kościoła nie chodzę i szczerze mówiąc uznaję wszystkie religie
świata, a także generalnie bycie dobrym człowiekiem za równorzędne
drogi do Boga. Szacunek mam dla tradycji bicia w dzwony, jak i dla
śpiewu muezina czy dla hinduskich festiwali. Nie mam związków z
kościołem, żadną religią czy sektą, nie znam proboszcza ani żadnego
innego księdza. Po prostu uważam, że są rzeczy które trzeba szanować
żebyśmy nie stali się zwierzętami, z tą tylko różnicą że goniącymi
za kasą, a nie za jedzeniem...



Temat: gasnace swiatla paryza upadek zabojadow
Francuskie służby specjalne oceniają, że najwyżej pięciuset francuskich
muzułmanów szkoliło się w obozach Al Kaidy, a schwytany w grudniu w Pakistanie
niejaki Abdur Rahman zeznał, że w "Bazie" może być 80-100 Francuzów. Ale
francuska siatka odegrała sporą rolę: wśród oskarżonych o przygotowanie
zamachów jest zatrzymany w USA w sierpniu ub. roku Zacarias Moussaui. Jego
najbliższy przyjaciel, również Francuz, zginął w Czeczenii. Tuż po 11 września
policja udaremniła zamach na ambasadę USA w Paryżu, a przed Bożym Narodzeniem
na katedrę w Strasburgu. Siatka bin Ladena nie zniknęła więc wraz z
rozgromieniem talibów.

Kamel Daoudi, 27-letni informatyk z podparyskiego Corbeil-Essonnes oskarżony o
organizowanie zamachu na ambasadę, przypomina Mohammeda Attę: wykształcony,
nowoczesny, na pozór zintegrowany z francuskim społeczeństwem. W śledztwie
zeznał jednak: "Nie czułem się dobrze we Francji. Wyjazd do Afganistanu
przywrócił sens memu życiu". 22-letni Youssef z blokowiska w Corbeil-Essonnes
wspomina: "Znałem Kamela. Przychodziliśmy do kawiarenki internetowej, w której
pracował. Byłem przerażony, gdy dowiedziałem się, kim jest naprawdę. Nic nie
wskazywało na tego typu przekonania, a jeszcze mniej, że mógłby przygotować
atak terrorystyczny. Był legalistą, kiedyś wezwał policję, bo przyszliśmy z
psami".

Dziś młodzi Francuzi pochodzenia arabskiego z tego osiedla piszą na
murach "vive Bin Laden". Utożsamiają się ze światem arabskim, nawet jeśli mają
o nim mgliste pojęcie. Są zawieszeni w próżni między Francją, która nie daje im
wielkich perspektyw, a tajemniczym światem przodków, obiecującym przygodę i
działanie. Czy można się dziwić, że wybierają drugą opcję?

Pułapki interpretacji

Religia muzułmańska oparta jest na Koranie, który korzeniami sięga judaizmu i
chrześcijaństwa. Jednak każdy jej odłam, nawet każdy bardziej ambitny mułła
daje własną wykładnię Księgi. Pożywką dla radykalizmu jest koncepcja, wiążąca
praktyki religijne i prawo koraniczne (szariat), i redukująca islam do zbioru
przepisów. Przepaść dzieląca symboliczne traktowanie tekstu Koranu od
bezwzględnego przestrzegania każdego wersetu jest ogromna. W wywiadzie dla "Le
Monde" filozof Christian Jambet mówi: "Ślepe posłuszeństwo wobec przepisów
szariatu wyklucza wszelkie próby interpretacji symbolicznej i filozoficznej
Koranu, poddając duchowość i boskość przepisom prawnym".

Właśnie to zdanie oddaje sedno integryzmu, który pozbawia islam wypracowanego
przez wieki bogactwa intelektualnego. Tragedią islamu jest jego petryfikacja w
legalizmie, kreującym Boga-idola na bezwzględnego strażnika wiary. Ci, którzy
Boga chcą widzieć jako dawcę ludzkiej godności, są piętnowani jako wrogowie
wiary. A przecież to jeden z największych myślicieli irańskich, żyjący w XVII
w. Molla Sadra twierdził, że Bóg jest "kreatywną wolnością i czystą
spontanicznością", a mówiąc "Bóg nie jest zakuty w łańcuchy" chciał, by wierni
odzwierciedlali tę "spontaniczną wolność".

Czytając jednak werset: "Nie poddawaj się niewiernym; walcz z nimi siłą" (XXV,
52) nie sposób nie czuć dreszczu. Jak interpretować te słowa chłopcom z
podparyskich osiedli? Kto weźmie na siebie ten obowiązek w kręgu religii, nie
mającej jednego przywódcy? Tymczasem to zamrożenie boskości w spisie przepisów
staje się celem integrystów i z tego punktu widzenia teologia talibów jest
wyjątkowo konsekwentna... Podobne poglądy mają wahabici z Arabii Saudyjskiej,
godzący purytańskie pozory ze swobodą wolnego rynku. Ich XVIII-wieczna doktryna
uznaje Koran i tradycję za jedyne źródła wiary. Dlatego mężczyzna może zgodnie
z przykazaniem boskim ukamienować kobietę, a terrorysta wysłać na tamten świat
dowolną liczbę niewiernych.

Takiej interpretacji islamu sprzyja bieda, analfabetyzm i brak perspektyw.
Dlatego najbardziej podatni na nią są bezrobotni Algierczycy, Palestyńczycy
albo muzułmanie z przedmieść Frankfurtu czy Marsylii.

Cel: francuski islam

Francuska tradycja muzułmańska sięga VIII w. i dotarła tu wraz z ekspansją
arabską. Współczesna imigracja muzułmanów zaczęła się po utracie przez Francję
kolonii w Afryce Północnej. Dziś Francja z 4-5 milionami wyznawców islamu jest
największym ich skupiskiem w Europie (poza Albanią). Potem plasują się Niemcy
(2,5 mln) i Wielka Brytania (2 mln).

Tylko połowa francuskich muzułmanów ma obywatelstwo francuskie. Około 3 mln
pochodzi z krajów Maghrebu, 350 tys. z Turcji i 300 tys. z Czarnej Afryki.
Główne skupiska to Lyon, Paryż, północny wschód i południe kraju. Działa 1500
meczetów i sal modlitwy, ale zaledwie 5-10 proc. wiernych bierze udział w
piątkowych praktykach. Większość odwiedza meczety raz w roku, na święto Aid el-
Kebir. Imamowie są zwykle utrzymywani przez kraje swego pochodzenia - Algierię,
Maroko czy Arabię Saudyjską, która rocznie wydaje na francuskie meczety 5 mln
euro.




Temat: Jak zle Zydom w Polsce bylo-punkt widzenia+++++
>>>>>>>>>>>OJ,oj byli juz przed Kazimierzem Wielkim ,to
Boleslaw Pobozny wydal dla Zydow statut kaliski ,a Kazimierz Wielki tylko go
potwierdzil.>>>>>>>>>>>>>>>>

Jak to fajnie.
Tez to samo twierdze.
A mnie tutaj sztorcuja,
I o wdziecznosci mowia.
==========================================================
<<<<<<<<<<<<<<Ale to pan napisal,ze byly to polowanie na czarownice gdzie
indziej w wyniku
czego osiedlili sie w Polsce.Czyli nie bylismy tacy strasznie zli.>>>>>>>>>>>
Po piewrwsze-was jeszcze nie bylo.
Po drugie to jeszcze nie bylaPolska.
Pani nie czyta uwaznie i nie protestuje,ani nie potwierdza co napisalem-
wiec to jest bez sensu.
Po trzecie czarownice w Polsce palono bodajze jszcze w XVI wieku,jak nie
pozniej.

============================================================================
>>>>>>>>>>>>>>Ale nikt sie nie czepia o antysemityzm do Rosjan np.do
Katarzyny ,ktora
zabraniala im sie osiedlac a do Polakow,ktorzy nie zabraniali pretensje sie
ma.>>>>>>
1.Skad pani wie!
2.1968 - byl w Polsce.
Z CCCP-naodwrot.Nikogo nie wypuszczano.
Do CCCP byly pretensje,nieporownywalnie wieksze.
CCCP Jwriejami chandlowal.
=========================================================================
>>>>>>>>>>>>>>Juz ,ktorys tam raz z rzedu usiluje m pan wmowic,ze nie bylo
Polakow.Otoz
byli prosze pana .byli to ludzie mowiacy jednym jezykiem ,wyznajacy jedna wiare
itd..>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Moze jednym jezykiem.Ale Polakami nie byli.
Tak jak Rzymianie nie byli Wlochami.
A pozatym skad pani wie,ze jednym jezykiem?
A jezeli tak,to roznil sie moze od "czeskiego" w wieku X.
Kiedy nastapil podzial jezykow slowianskich,
A skad pani wie,jak mowili Kaszubi,prusowie,malopolanie i inni.
Przeciez i oni dali podwaliny Narodu Polskiego.
===========================================================
<<<<<<<<<<<<<<Co pan powie o Wielkiej Brytanii?Tam tez jest kilka narodowosci i
nie ma
jednego wyznania ale oni sie czuja brytyjczykami.>>>>>>>>>>>>>>>>>>
Oczywiscie Brytyjczkami - roznych narodowosciach.
W czym tutaj problem?Nie rozumiem?
Wprawdzie Szkoci cos tam przebakuja o niezaleznosci-ale to chyba nie grozne.
Co tutaj pani sie nie zgadza?Nie pojmuje.
Rosja-panstwo rowniez wielenarodowe.
Wszyscy sa Rosijanami-zarowno Rosjanie(prosze zwrocic uwage na pisownie),
Ukraincy,Polacy,Tatarzy,Mongolowie.......
Czczeni chca sie oddzielic.Moze inni tez.
==============================================================
>>>>>>>>>>>>>Tak jak Belgowie czuja sie
mimo wielu roznic Belgami a panstwo belgijskie powstalo w 1830 roku.>>>>>>
Zgadza sie - niedlugo po Rewolucji Francuskiej.
Wtedy mniej wiecej powstawaly panstwa nowoczesne.
Np.Niemcy.-tez sie skladaly z wielu Landow(panstw)-ale tam terminu
narodowoscowego niema,pomimo,ze panstwo federalne.
===================================================================
>>>>>>>>>>>>>>Zydzi gdzie by nie byli, byli zawsze przybyszami ,stanowili
mniejszosc czy to w
Polsce czy to w Hiszpanii czy to w Belgii .>>>>>
Po pierwsze.jak juz pisalem,niemalo "krwi zydowskie" plynie w Narodzie
Polskim.
Niemalo Zydow,po przejsciu na Katolicyzm,otrzymalo szlachectwo.
Zreszta "Ukrainiec2 Wisniowiecki PO PRZEJSCIU NA KATOLICYZM JEGO RODZINY KROLEM
ZOSTAL.
Wtedy nie bylo narodowosci w Polsce.W zasadzie "kazdy" katolik mial drzwi
otwarte.Przyklad:Jarema.
A,ze byli Zydzi,co sie trzymali innych tradycji,a innych nie bylo?
Religia sporo tu napaskudzila.A zydzi w chrzescianstwie zawsze byli kozlem
ofiarnym.
=======================================================================
>>>>>>>>>>>>>>w poprzednim moim watku dyskutowala z protestantem ,ktory pewnie
wzialmnie za
katoliczke i uzalal sie na nietolerancje i przesladowania katolickie.
Nie wiem czy pan wie,ze wspolczesny antysemityzm wzial sie od Lutra i ,ze
protestanci tez przesladowali Zydow.no i spalili tez niemala liczbe
czarownic.>>>
Wszyscy maja pretensje do wszystkich.
Czas juz z tym skonczyc.
I tu religie powinne pokazac klase.
Ale im daleko do tego,




Temat: Sekty! Uwaga rodzice
Gość portalu: Tramp napisał(a):

> Gość portalu: Henry napisał(a):
>
> [ciach...]
>
> > Raz jeszcze ,definicja sekty; _nowo powstala w liczebnosci swej nikla grup
> a
> > wyznaniowa_,-nie mozna do tej definicji dokleic Theosofow
>
> Bzdury wipisujesz: Definicja sekty pasuje jak najbardziej do teozofów,
ściślej
> do niewielkiej liczebnie grupy nawiedzonych, zrzeszonych w parareligijnym
> Towarzystwie Teozoficznym mającym na celu uprawianie okultyzmu, mistycyzmu i
> czarów czy osiągania tożsamości z Bogiem:
>
> wiem.onet.pl/wiem/01b65a.html
> "teozofia (ś.łc. theosophia z gr. theós ‘bóg’ + sophía ‘mądro
> ść’)
> 1. religiozn., filoz. koncepcja filozoficzno-religijna, zgodnie z którą
> człowiek może zgłębić tajemnice świata nadprzyrodzonego, stosując praktyki o
> charakterze mistycznym.
>
> 2. ruch religijno-mistyczny powstały w XIX w., który za cel życia przyjmował
> osiąganie tożsamości z bóstwem na drodze reinkarnacji
>
> 3. symulowane szaleństwo, polegające na głoszeniu swojego rzekomo
> bezpośredniego kontaktu z Bogiem."
>
>
> W tym co piszesz, wyraźnie widać przejawy szaleństwa.
> I jeszcze o teozofii:
>
> wiem.onet.pl/wiem/00744d.html
> "Teozofia to także zapoczątkowany przez H. Bławatską ruch religijno-
> filozoficzny, inspirowany wpływami indyjskimi. Zgodnie z jego doktryną
możliwy
> jest bezpośredni kontakt z absolutem i światem duchowym oraz hierarchią istot
> rządzących całą rzeczywistością. W 1875 H. Bławatska i H. Olcott założyli
> Towarzystwo Teozoficzne.
>
> Bławatska została oskarżona o fałszowanie listów przesyłanych jej jakoby w
> nadnaturalny sposób przez przebywających w Tybecie mahatmów. Po jej śmierci
> przewodniczącą Towarzystwa została A. Besant. Współcześnie towarzystwa
> teozoficzne działają głównie w USA, Wielkiej Brytanii, Francji i w Niemczech.
> Do teozofii nawiązuje współcześnie New Age."
>
> No, nieźli oszuści tworzyli Twoją religię. Widać, że godnie kontynuujesz ich
> tradycje...
>
> > gdyz majac Hinduism
> > za Wiare i Buddhyzm za Filozofie Zycia -naleza do najstarszej wiary na nas
> zym
> > globie i razem z Hinduistami i Buddhystami stanowia najwiekszy zw. wyznani
> owy
> > na ziemi wszech czasow.
>
> Ale bełkot. Prześmieszne. To co wypisujesz, to kompletne brednie i nieudolna
> próba manipulowania wybiórczo wiedzą na temat religii hinduistycznych przez
> nawiedzonego ignoranta, który dał wiarę chorym na paranoję oszustom (takim
jak
> H. Bławatska), a którzy ostatecznie zarazili go swoim obłędem... Inaczej
mówiąc
>
> wpuścili go w kanał...
>
> >Theosofowie wyznaja rowna wartosc zycia
> >przez Boga stworzona,-dlatego tak wielu
> >z nas jest wegeterjaninami.
>
> I kłamliwie powołują się na buddyzm, choć buddyści tybetańscy jedzą mięso,
> łącznie z duchowym przywódcą Tybetu - Dalajlamą. Aleś biedny Człowieku
> skołowany i zdezorientowany! Nieźle musieli Ci namącić w głowie. Pewnie
> wierzysz - jak większość mistyków - że w na końcu "łańcucha reinkarnacji"
> zostaniesz Bogiem a może, że już nim trochę jesteś. Żal mi Ciebie.
>
>
********************************************************************************

Zal i wspolczucie jest obopolne gdyz widze ze podstawa zasad religi i
moralnosci z nia zwiazana jest "Katechizm" (czytanka dla dzieci)i kazania occa
dobrodzieja na mszy niedzielnej,-gdybys wiedzial troszke wiecej na tematy w
ktorych masz ambicje byc expertem,wiedzial bys ze to wlasnie taka "tolerancja"
religijna byla i jest przeklenstwem planety na ktorej przyszlo nam zyc.
Blavat`ska i Olccot ,chociarz jedni z pierwszych,nie sa mesjaszami,nikt z nas
za takich ich nie uwarza.
Co zas Hinduismu i Buddhyzmu ,to nie temat dla Ciebie,w tych religiach trzeba
miec dusze otwarta na kazdy znak przez Bogow nam ludziom dawany,codziennie.




Temat: Sekty! Uwaga rodzice
Gość portalu: Henry napisał(a):

[ciach...]

> Raz jeszcze ,definicja sekty; _nowo powstala w liczebnosci swej nikla grupa
> wyznaniowa_,-nie mozna do tej definicji dokleic Theosofow

Bzdury wipisujesz: Definicja sekty pasuje jak najbardziej do teozofów, ściślej
do niewielkiej liczebnie grupy nawiedzonych, zrzeszonych w parareligijnym
Towarzystwie Teozoficznym mającym na celu uprawianie okultyzmu, mistycyzmu i
czarów czy osiągania tożsamości z Bogiem:

wiem.onet.pl/wiem/01b65a.html
"teozofia (ś.łc. theosophia z gr. theós ‘bóg’ + sophía ‘mądrość’)
1. religiozn., filoz. koncepcja filozoficzno-religijna, zgodnie z którą
człowiek może zgłębić tajemnice świata nadprzyrodzonego, stosując praktyki o
charakterze mistycznym.

2. ruch religijno-mistyczny powstały w XIX w., który za cel życia przyjmował
osiąganie tożsamości z bóstwem na drodze reinkarnacji

3. symulowane szaleństwo, polegające na głoszeniu swojego rzekomo
bezpośredniego kontaktu z Bogiem."

W tym co piszesz, wyraźnie widać przejawy szaleństwa.
I jeszcze o teozofii:

wiem.onet.pl/wiem/00744d.html
"Teozofia to także zapoczątkowany przez H. Bławatską ruch religijno-
filozoficzny, inspirowany wpływami indyjskimi. Zgodnie z jego doktryną możliwy
jest bezpośredni kontakt z absolutem i światem duchowym oraz hierarchią istot
rządzących całą rzeczywistością. W 1875 H. Bławatska i H. Olcott założyli
Towarzystwo Teozoficzne.

Bławatska została oskarżona o fałszowanie listów przesyłanych jej jakoby w
nadnaturalny sposób przez przebywających w Tybecie mahatmów. Po jej śmierci
przewodniczącą Towarzystwa została A. Besant. Współcześnie towarzystwa
teozoficzne działają głównie w USA, Wielkiej Brytanii, Francji i w Niemczech.
Do teozofii nawiązuje współcześnie New Age."

No, nieźli oszuści tworzyli Twoją religię. Widać, że godnie kontynuujesz ich
tradycje...

> gdyz majac Hinduism
> za Wiare i Buddhyzm za Filozofie Zycia -naleza do najstarszej wiary na naszym
> globie i razem z Hinduistami i Buddhystami stanowia najwiekszy zw. wyznaniowy
> na ziemi wszech czasow.

Ale bełkot. Prześmieszne. To co wypisujesz, to kompletne brednie i nieudolna
próba manipulowania wybiórczo wiedzą na temat religii hinduistycznych przez
nawiedzonego ignoranta, który dał wiarę chorym na paranoję oszustom (takim jak
H. Bławatska), a którzy ostatecznie zarazili go swoim obłędem... Inaczej mówiąc
wpuścili go w kanał...

>Theosofowie wyznaja rowna wartosc zycia
>przez Boga stworzona,-dlatego tak wielu
>z nas jest wegeterjaninami.

I kłamliwie powołują się na buddyzm, choć buddyści tybetańscy jedzą mięso,
łącznie z duchowym przywódcą Tybetu - Dalajlamą. Aleś biedny Człowieku
skołowany i zdezorientowany! Nieźle musieli Ci namącić w głowie. Pewnie
wierzysz - jak większość mistyków - że w na końcu "łańcucha reinkarnacji"
zostaniesz Bogiem a może, że już nim trochę jesteś. Żal mi Ciebie.




Temat: Holandia może zablokować przyjęcie Polski do Un...
Popieram cię w całej rozciągłości. Ta cała dyskusja jest zupełnie bez sensu.
Powiedz mi "Warszawiaku", czy to twoi rodzice przyjechali do Warszawy z
Białegostoku? Czy z Mińska Mazowieckiego? Czy może byli to twoi dziadkowie?
Jakie masz wobec tego prawo, aby uważać się za lepszego od pogardliwie przez
ciebie określanych "przyjezdnych"? Przecież każdy się, do cholery, kiedyś
gdzieś osiedla. Ale my z powodu wojny i przesiedleń, zwłaszcza w zniszczonej
do fundamentów Warszawie, nie mamy takich tradycji mieszczańskich jak kraje
przez wojnę oszczędzone, jak Francja czy Wielka Brytania. Nie możesz tu mówić
o 20 pokoleniu Warszawiaków. Bo takich ludzi jest w W-wie ok. 10%, a może
nawet mniej. Mówię tu o ludziach, którzy mieszkali tu przed 1 wojną i których
potomkowie przeżyli dziejowe zawieruchy i nie zostali potem gdzieś wywiezieni
(na wschód czy zachód...:-) albo sami nie wyemigrowali. Dlatego uważam, że ta
kłótnia jest śmieszna. To tak jak ta anegdotyczna "walka klas" w PZPR w latach
50-tych, czyli wzajemne wygryzanie się przez działaczy, którzy skończyli 4 i 5
klas podstawówki :-)) Wy jesteście tak samo dziecinni z
waszą "warszawskością". Nie mówię już o tym, że faktycznie uwielbiacie wytykać
ludziom kompleksy prowincji. Moim zdaniem to Warszawa jest zakompleksiona,
pozując na wielkie miasto. Powtórzę tu obiegowy banał: Warszawa usilnie stara
się dołączyć do Europy, ale kiepsko jej to wychodzi. Kraków, od niechcenia,
już w tej Europie jest. I nie mówię tu, że jest to czyjaś wina. Po prostu tak
się ułożyło. Tam nie było takich ruchów ludności w czasie wojny. Wszystko jest
bardziej okrzepłe. Warszawa powstawała po wojnie od nowa na modłe
socrealistyczną a teraz w pośpiechu uczy się kapitalizmu. To musi boleć i
odbijać się na atmosferze miejsca. Poza tym każda stolica charakteryzuje się
dużym przepływem ludności, bo ona tym żyje. Gdyby nie bezustanny przepływ siły
roboczej, miasto przestałoby się rozwijać. Dlatego proszę nie narzekać na
przyjezdnych, bo to oni często tworzą klimat stolicy. I to oni, z musu, są
często bardziej pracowici i ambitni. Warto to przemyśleć. Gorliwym proponuję
opracowanie wzoru na obliczanie kiedy człowiek przestaje być Prowincjuszem a
staje się Warszawiakiem.

Dla wyjaśnienia: mieszkam w W-wie od 5 lat. Jestem z Gdańska. I muszę
powiedzieć, że bardzo lubię to miasto, jego zgiełk, obcesowość, szarość ale i
sporą gamę kolorów. Musiałem się tego nauczyć, ale w tej chwili nie
przeprowadziłbym się już gdzie indziej. Wszędzie indziej byłoby dla mnie za
spokojnie... I mam nadzieję, że nie "psuję" wam Warszawy, drodzy "warszawiacy".

Gość portalu: Prowincjusz napisał(a):

> Urodziłem się w Warszawie, opuściłem ją z rodzicami w wieku 2
> miesięcy, bo nie dało się tu zdobyć mieszkania, wróciłem na
> studia, po których zostałem. I jedną z najgorszych rzeczy, jakie
> z mym miastem kojarzę, jest pogarda dla prowincjuszy, Ramzesie,
> którzy przyjeżdzają tu z nadzieją na lepsze życie, są bardziej
> pracowici niż rasa panów z Warszawy. Druga do brud, do którego
> już przywykłem, i szarość, rażąca zwłaszcza wtedy, gdy człowiek
> z miasta wyjedzie. Ot, do uwaga dla Ciebie i wszystkich innych,
> którzy uznają jedynie swoje argumenty.
>




Temat: NOWY PORZADEK NASZEGO SWIATA
Gość portalu: EUROMIR napisał(a):

Czy Polska ma jeszcze ambicje posiadania wlasnej polityki zagranicznej, czy tez
w obliczu zblizajacej sie akcesji do UE, juz calkowicie z nich zrezygnowala ?
Jesli bedziemy czlonkami Unii, w jakim kierunku powinnismy ksztaltowac
(wplywac) na polityke unijna ? Czy w kierunku tradycyjnie proamerykanskim ? Czy
w naszym narodowym i (rowniez) moralnym (przeciez mamy jakies morale) interesie
lezy wypracowywanie wraz z UE wspolnej, odmiennej od amerykanskiej (to chyba
jasne w swietle przedstawionej przeze mnie tu analizy) polityki bezpieczenstwa
miedzynarodowego ? A wiec i wspolnej polityki obronnej ? Czy Europa, a my w
niej, skazana jest na akceptacje tego porzadku i ladu, ktory USA - obecnie
jedyne swiatowe mocarstwo prawem kaduka swiatu w ostatnim czasie narzuca ?

=====================================================================

Panie Euromirze

Nie rozumiem o jakim tradycyjnym kierunku proamerykańskim Pam pisze.
W okresie zaborów nie było mowy o jakiejkolwiek polskiej polityce zagranicznej,
a ponadto Stany nie były mocarstwem światowym.W okresie międzywojennym
nasze nadzieje były ulokowane w sojuszu z Francją i Anglia, a po wojnie
wiadomo w jakim kręgu się obracaliśmy i Stany były wrogim mocarstwem.
Nie mówimy przecież o sympatiach społeczeństwa , które to nie zawsze pokrywa
się z oficjalną linią rządu.Być może na bazie tej sympatii , prawdopodobnie
wynikłej z powiązań rodzinnych z polonią amerykańską , a być może przez
zauroczenie potęgą USA , jaką niewątpliwie ono ma, wyrosła polityka
proamerykańska.Ale to jest raptem 12 lat i nie może tu być mowy o tradycji.

My mamy tradycję wojen jak i pokoju z najblizszymi sąsiadami i tu powinniśmy
zadbać o swoje interesy.Jezeli wejdziemy do UE , do nie powinnismy być
koniem trojańskim Stanów tylko ściśle współpracować w ramach tego sojuszu.
Tylko taka postawa może dać efekty, a jak będziemy mądrzy to powinniśmy dbać
o dobre stosunki z naszymi wschodnimi sąsiadami i być ich reprezentantem w UE
i przy okazji zadbać o swój interes walcząc o dobrą współpracę naszych firm
z tymi krajami.Może Ukraina i Rosja nie są teraz mocarstwami na skalę USA,
ale maja ogromny potencjał i należy dbać aby były one nam przyjazne,
nawet będąc pod parasolem NATO i UE.

Polityka UE w skali światowej nie będzie jednorodna , co pokazują ostatnie
wydarzenia związane z przymiarką do wojny z Irakiem.Francja jest ostrożna
mając u siebie ogromną grupę ludności arabskiej.Niemcy też nie kwapią się
do wojny i chyba jedynie Wielka Brytania popiera USA bez zająknięcia.
Możemy wyciągnąć z tego wniosek ,że jednak kraje członkowskie dysponują
swoim zdaniem w ramach UE i prawdopodobnie my też będziemy takim dysponować,
jednak za słabi jesteśmy ekonomicznie i militarnie , aby roić nadzieję
na wpływ na jakiekolwiek wydarzenia.
Uważam ,że Polska nie powinna wychylać sie przed szereg i robić tylko to
co do niej należy, a zadbać przede wszystkim o swój interes gospodarczy,
a jak będzie silniejsza to może nasz głos będzie bardziej słyszalny.

Andrzej



Temat: Historia Wehrmachtu
rzywitałaby więc udział Niemiec w konferencji waszyngtońskiej na temat
rozbrojenia lub podwyższenie, ilościowe i jakościowe, dopuszczalnego to-
nażu w wyniku negocjacji z Wielką Brytanią. Były to jednak tylko projekty,
których na Wilhelmstrasse nie traktowano poważnie.
Niemniej jednak odnowa marynarki powoli stawała się faktem. Była
ona całkowicie zgodna z klauzulami Traktatu Wersalskiego. Od 1921 do
1925 r. wodowano kolejno 5 lekkich krążowników i 12 kontrtorpedowców
o wyporności 800 ton. W roku 1928 podjęto decyzję o budowie pancernika
"Deutschland", który miał zastąpić jeden z pancerników typu "Schlesien".
Choć decyzja ta była zgodna z postanowieniami traktatu, miała, jak się
okazało, niespodziewane konsekwencje międzynarodowe.
Okręt ten, którego wyporność przekroczyła 1 O 000 ton (osiągnęła
12000), mający sześć 280 mm dział, rozwijający prędkość 27 węzłów (co
wiązało się z ogromnym polem działania), a który ochrzczono mianem
"kieszonkowego pancernika", od razu wzbudził sprzeciw mocarstw-syg-
natariuszy układu z Waszyngtonu, tym bardziej że w planach była budowa
kolejnych dwóch jednostek. Swoim uzbrojeniem deklasował wszystkie
ówczesne ciężkie krążowniki wyposażone w działa co najwyżej 203 mm.
Dzięki rozwijanej prędkości nie musiał się obawiać większości okrętów
liniowych osiągających maksymalnie 22 węzły. Wprowadzenie do służby
kieszonkowych pancerników spowodowało francuską ripostę w postaci
krążowników "Dunkerque" i "Strasbourg". Włochy ogłosiły plany budowy
dwóch pancerników o wyporności 35 000 ton, co zmusiło Francję do
podjęcia kolejnego wyzwania i budowy dwóch okrętów o tej samej wypor-
ności, "Richelieu" i "Jean Bart". W nieoczekiwany sposób budowa jed-
nego pancernika doprowadziła, zaraz po konferencji londyńskiej w 1930 r.,
do wznowienia wyścigu zbrojeń.
Jeśli nawet okręty zapewniły Kriegsmarine pewne możliwości działania
na oceanach, poczucie beznadziejności, naznaczone licznymi dymisjami,
pozostało. Dla emerytowanego adm. Tirpitza utrata potęgi morskiej była
równoznaczna z utratą prestiżu Rzeszy w świecie oraz upadkiem handlu.
Admirał Levetzow, który jako pierwszy tej rangi dowódca przystąpił do
ruchu narodowosocjalistycznego, postawił pytanie, czy w dalszym ciągu
kultywuje się tradycje dawnej Reichsmarine. I sam na nie odpowiedział
w sposób rozwiewający wszelkie złudzenia: "Istniejąca flota jest tylko
nędzną karykaturą marynarki".
Sytuacja zmieniła się w 1930 r. Wbrew powszechnie panującej opinii już
na trzy lata przed objęciem władzy przez Hitlera rząd Rzeszy, z inicjatywy
kanclerzy Miillera i Briininga (a nie tylko samej Reichswehry), stworzył
podstawę dla realizacji programu rozwoju zbrojeń oraz utworzenia nowej
armii, dużo silniejszej od sił zbrojnych ograniczonych wymaganiami trak-
tatu. Republika ośmieliła się na ten krok z dwóch powodów: likwidacji
międzynarodowej komisji kontroli oraz uzyskanej przez Stresemanna




Temat: Upadłe imperium (2)
Gość portalu: J.K. napisał(a):

> Naturalnie, Rosja posiada srodki zniszczenia i glownie dlatego Zachod
> nadal sie z nia liczy...
> Z innymi atrybutami mocartswa jest juz nieprzekonywajaco...
>
> Dochod Narodowy (GNP) Rosji wynosi obecnie tylko okolo polowy tego z roku
> 1990 (Rosyjskiej FSSR)...
>
> A na skok w stylu chinskim raczej sie nie zanosi...
> Przez najblizsze 20 lat Rosja moze raczej tylko asystowac w przemianach
swiatow
> ych...
> Raz to sklaniajac sie ku Ameryce, raz ku Europie...
>
> Jakas wage polityczna zapewne bedzie to mialo,
> ale o samodzielnej roli na razie nie moze byc mowy...

Oczywiscie, tytul byl zartobliwie dobrany - mam nadzieje.
Co do cyfr (GNP)- zgoda. Co do reszty ...- tak by moze i bylo gdyby Rosja byla
krajem...normalnym, przechodzacym przez takie samy fazy rozwoju, jak kraje
Zachodu.
Ale nie jest i dlatego opieranie sie na cyfrach moze byc bledem.

Mozna przytoczyc tu argument, ze wlasnie ekonomia sprawila, ze Sowiety zaczely
sie rozpadac i bedzie to prawda: narzucone Sowietom przez USA zbrojenia oraz
globalne zaangazowanie Sowietow we wszystkie mozliwe przedsiewziecia(przeciw
USA) sprawily, ze gospodarka sowiecka tego nie wytrzymala.To sa fakty znane i
nie ma potrzeby ich blizszego roztrzasania.

Zauwaz, ze w cieniu histerii blisko-wschodniej zupelnie ginie fakt budowy
reaktorow atomowych w Iranie, okreslanym przez USA jako jeszcze jeden kraj "osi
zla". A calkiem niedawno, bo w lutym podpisano umowe na dostawe technologii
atomowej do Syrii, ktora juz posiada sowiecka bron bakteriologiczna.
Chyba nikt w USA nie zamierza atakowac...czlonka Rady Bezpieczenstwa ONZ. To
nie byloby mozliwe w sytuacji, gdy USA dalej sie czepiaja tego swojego potworka.
Z Chinami tez zostalo zawarte jakies ciche porozumienie(oprocz tradycyjnych
o "wzajemnej wspolpracy") w sprawie "pokojowego osadnictwa Chinczykow" na
Syberii, ktorych ilosc tam lawinowo przyrasta.

Wracajac do Europy:pomimo stalej wrzawy o Unii widac juz wyraznie potezna ryse
w niej ryse.
Niemcy juz przed kilku laty wystapily o odbudowe "Hanzy" wokol Morza
Baltyckiego, mowiac calkiem wyraznie, ze chodzi tu stworzenie przeciwwagi do
basenu Morza Srodziemnego, w ktorym pierwsze skrzypce gra Francja. Plan ten z
miejsca znalazl poparcie nie tylko ze strony panstw skandynawskich i panstw
wokol Baltyku, ale ...Anglii tez, co ta ostatnie motywowala "wspanialymi
handlowymi kontaktami".

Ostatnie wydarzenia w Nato wykazaly tez, ze tandem niemiecko-francuski choc
jeszcze pedaluje w tym samym kierunku, to jest latwy do zaszachowania a w jego
tryby mozna dosypac albo oliwy alb piachu.
Jeszcze pare lat a Europa Zachodnia zostanie uzalezniona od dostaw gazu
syberyjskiego i co wtedy?

Po rozpadzie Ukladu Warszawskiego, po koncu dwubiegunowego ukladu swiata
okazalo sie jednak, ze USA nie sa w stanie zastapic tego ukladu jednobiegunowym.
Oczywiscie, sa uSA dzis dominujacym czynnikiem politycznym ale nie sa one
zdolne do tego, aby samodzielnie finansowac swoich militarnych wojen.A jesli
nie sa w stanie, to nie sa supermocarstwem.

W Europie rozpoczal sie proces, w ramach ktorego zakwestionowane zostaly
rezultaty nie tylko II w.sw ale i Iwsw. Rozpadly sie panstwa stworzone po
Ukladzie Wersalskim-przede wszystkim Czechoslowacja i Jugoslawia.Staraja sie o
pelne usamodzielnienie Bialorus i Ukraina. Jest to sytuacja, ktora zdradza
pewne podobienstwo z sytuacja po pokoju w Brzesciu litewskim z 1918 r.
Rosja z pozycji supermocarstwa spadla do rangi polhegemona ale ma ona za soba
wielowiekowa tradycje imperialna.
Wielkorosyjski nacjonalizm byl zawsze silniejszy,niz deklarowany marksizm-
leninizm.Poza tym dzieki swojemu polozeniu geopolitycznemu takze w przyszlosci
bedzie Rosja posiadac quasi-naturalna dominacje nad terytoriami z nia
graniczacymi.

Miedzu rokiem 1917 a 1989 swiat podzielony byl na dwie czesci i bylo to
uwarunkowanie nie tylko ideologiczne, ale i geopolityczne.
Byly doradca Cartera, Zbigniew Brzezinski, napisal:
"Nawet jesli konflikt rozgrywany bedzie pomiedzy nowymi przeciwnikami, to nadal
bedzie to kontynuacja dawnego, tradycyjnegoo i geopolitycznego konfliktu
poniedzy potegami morskimi i ladowaymi. W tym sensie USA byly nastepca Wielkiej
Brytanii(takze Hiszpanii i Holandii) a Zwiazek Sowiecki nastepca Trzeciej Rzeszy
( a takze cesarstwa Napoleona)".
Nie specjalnie lubilem jego inne wypowiedzi ale ta utrafil Z.Brzezinski w samo
sedno.

Taka wlasnie alternatywe proponuja dzis Rosjanie, bardzo chwytliwa dla
zachodnich europejczykow, teoria Dugina(kim jest
Dugin:www.zhurnal.ru/5/duginbio.htm).

Jesli sie do tej teorii przekonaja zachodnioeuropejczycy( juz sie daje
zaobserwowac ruch wsrod zachodnich intelektualistow), to Rosja wyjdzie o wiele
wczesniej z zapasci a wtedy...
Wole nie myslec.



Temat: Świat stanął na głowie
Jak odwrócić uwagę od fiaska w Libanie i Iraku?NDz
Jak odwrócić uwagę od fiaska w Libanie i Iraku?
Prowokacja jest starą metodą służb specjalnych używaną do odwracania uwagi
publiczności od niepowodzeń władz. Rosjanie włożyli w nią wiele myśli twórczej
i wyprodukowali między innymi znany tekst "Protokołów Mędrców Syjonu" w
Petersburgu, za pomocą Żydów zatrudnionych w tak zwanej Ochranie. Autorzy
żydowscy opisali jakoby plan żydowskiej działalności w celu zdominowania
świata, w gruncie rzeczy oparty na tradycyjnych naukach Talmudu o wyższości
Żydów nad nie-Żydami.

W amerykańskiej i angielskiej tradycji istnieje operacja "żądło",
czyli "sting", która polega na kontrolowanym - przez służby specjalne lub
policję - sprowokowaniu potencjalnego przestępstwa lub aktu terroru w celu
niedopuszczenia do dokonania takiego aktu w sposób niespodziewany dla władz.
Naturalnie te same metody władze mogą stosować w celu odwrócenia uwagi od
takich zdarzeń, jak fiasko w Libanie i w Iraku, tak żeby usunąć te
niepowodzenia w cień, lub wręcz żeby obrócić je na korzyść np. rządu Busha.
Rewelacje brytyjskie, nagłośnione przedwcześnie przez Amerykanów podaniem
wiadomości o zagrożeniu dziesięciu samolotów przez grupę terrorystów, być może
powiązanych z Al-Kaidą, zrobiły na niektórych wrażenie prowokacji. Według nich,
miała ona na celu nie tylko odwrócenie uwagi od fiaska w Libanie i Iraku, ale
również zwiększenie poparcia publicznego dla "wojny przeciwko terrorowi", a
zwłaszcza dla neokonserwatystów w partii republikańskiej w zbliżających się
wyborach w USA. Dodatkowe korzyści stanowi duże zmniejszenie ilości paliwa
zużywanego przez transport lotniczy oraz zmniejszenie zanieczyszczenia
powietrza nad Anglią, które to zanieczyszczenie pochodzi głównie ze spalin
lotniczych.
Jennifer Quinn z Associated Press doniosła 10 sierpnia 2006 r. o przedwczesnym
przecieku z przesłuchań grupy spiskowców dotyczącym planów spowodowania
eksplozji jednocześnie w 10 samolotach nad Atlantykiem. Przeciek ten był jakoby
wymuszony przez Amerykanów w celu rozgłoszenia informacji o następnym zamachu
Al-Kaidy.
Eksplozje miało spowodować zmieszanie na pokładzie samolotów płynów, takich jak
woda utleniona, które stanowiły mieszankę wybuchową, do której zapłonu
spiskowcy mieli się posłużyć takimi przedmiotami, jak aparaty fotograficzne do
użytku jednorazowego. Wiadomości te przekazali dwaj amerykańscy agenci służb
bezpieczeństwa pod warunkiem zachowania w tajemnicy ich tożsamości.
Natomiast policja brytyjska wykryła w Anglii przynajmniej jedną taśmę wideo
zachęcającą do samobójczego ataku, jak i plan jednoczesnego ataku, w kilku
miejscach, w tym samym czasie, w sposób podobny do taktyki używanej przez
terrorystów z Al-Kaidy. Brytyjczycy zatrzymali 24 ludzi na podstawie donosu z
Pakistanu, gdzie władze kilka dni wcześniej aresztowały 3 osoby. Podejrzani
byli obywatelami brytyjskimi, muzułmanami pochodzącymi z Pakistanu.
Niektórzy z niedoszłych terrorystów w ciągu ostatnich tygodni używali internetu
w celu ustalenia rozkładu lotów samolotów do USA w różnych terminach. Niektórzy
z nich niedawno przybyli do Pakistanu z Anglii. Amerykański wywiad pochwalił
Wielką Brytanię za niedopuszczenie do katastrofy. "Ten spisek wstrząsnąłby
światem, gdyby miał miejsce" - powiedział Mark Mershon, zastępca dyrektora FBI,
w wywiadzie dla Associated Press w Nowym Jorku.
Zagrożenie terrorem podniesiono do najwyższego stopnia i setki lotów zostało
skreślonych. Udręczeni pasażerowie stali w kolejkach godzinami, a śmietniki na
lotniskach były przepełnione skonfiskowanymi z podręcznych bagaży butelkami
rozmaitych płynów. Żołnierze obrony terytorialnej w Kalifornii, Nowym Jorku i w
Massachusetts pilnowali porządku. Michael Chertoff, Żyd, minister od
bezpieczeństwa wewnętrznego USA, powiedział: "Chcemy upewnić się, że nie ma
dodatkowych zagrożeń i podejmiemy kroki zapobiegawcze, żeby inni nie
naśladowali tego procederu mieszania w ostatniej chwili płynów wybuchowych".
Wielu sceptyków uważa, że w tej chwili głównie chodzi o odwrócenie uwagi od
fiaska w Libanie i w Iraku oraz o zwiększenie poparcia dla Busha w "wojnie
przeciwko terrorowi" oraz poparcia dla projektów neokonserwatystów w jego
rządzie, mających na celu przemodelowanie Bliskiego Wschodu, zarówno na korzyść
Izraela, jak i przemysłu zbrojeniowego, dla którego fiasko wojskowe w Libanie i
Iraku jest źródłem miliardowych dochodów.
prof. Iwo Cyprian Pogonowski
Blacksburg, USA




Temat: Drugi etap budowy Toyoty w Jelczu
Toyota rozpoczęła budowę odlewni

Ada Kondratowicz 14-06-2004, ostatnia aktualizacja 14-06-2004 21:38

Polała się sake, posypały sól i ryż. Tam, gdzie wkrótce stanie nowa hala Toyoty
w Jelczu-Laskowicach, Japończycy prosili w poniedziałek boga ziemi o
przychylność dla fabryki

Drugi etap budowy fabryki Toyoty na terenach Wałbrzyskiej Specjalnej Strefy
Ekonomicznej w Jelczu-Laskowicach rozpoczął się wczoraj zgodnie z japońską
tradycją. Teren, gdzie stanie nowy budynek, ogrodzono taśmą, tworząc prostokąt.
Do każdego rogu Japończycy wlali odrobinę sake, wysypali sól i ryż. Później po
dwa razy kłaniali się w stronę północy i dwukrotnie klaskali w dłonie.
Powtarzali to w każdym kolejnym rogu, a na końcu wraz z gośćmi wznieśli toast
sake. - W Japonii wierzymy, że narożniki to najważniejsze części budynku,
dlatego zwracamy się w ich stronę. Taki zwyczaj ma zapewnić budowie sukces i
powodzenie - tłumaczył Satoshi Kaseda, prezes Toyoty Motor Industries Poland w
Jelczu-Laskowicach.

Ten sukces to budowa odlewni o powierzchni 10 tys. mkw. i równocześnie
zakończenie ostatniego etap prac w Jelczu-Laskowicach. W pierwszym powstała
hala silników i biura. Do tej pory Japończycy zainwestowali w Jelczu połowę z
planowanych ok. 200 mln euro.

Odlewania ma być gotowa w marcu przyszłego roku. Będą tam powstawać części do
produkcji silników diesla. Fabrykę ma opuszczać ok. 150 tys. sztuk silników
rocznie. Trafią one do montowanych w Wielkiej Brytanii i Turcji toyot avensis i
corolla. Produkcja ma ruszyć na początku przyszłego roku.

- Toyota kupiła w Jelczu ok. 30 ha. Wprawdzie mówi się o tym, że odlewnia to
ostatni etap prac, można się jednak domyślać, że będą dalsze - mówi Bogdan
Szczęśniak, burmistrz Jelcza-Laskowic.

Satoshi Kaseda jest jednak ostrożny z deklaracjami: - Wszystko zależy od tego,
ile toyot będzie się sprzedawało w Europie. Jeżeli więcej niż przewidujemy, to
wtedy pomyślimy o rozbudowie fabryki w Jelczu.

Wraz z rozbudową zakładu powiększa się także załoga jelczańskiej fabryki.
Jeszcze w tym roku Toyota chce przyjąć ok. 200 pracowników, a kolejnych 400 w
dwóch najbliższych latach. Równocześnie powiększa się załoga drugiego zakładu
Toyoty - fabryki skrzyni biegów w Wałbrzychu. W tej chwili pracuje tam prawie
tysiąc osób, a do jesieni przyszłego roku pracowników ma być co najmniej dwa
razy tyle. Łącznie Toyota w oba zakłady ma zainwestować ok. 600 mln euro i
zatrudnić ok. 2,5 tys. pracowników.

Burmistrz Szczęśniak: - Inwestycja Toyoty uwiarygodniła nas w oczach innych
inwestorów. Nie sądziłem, że aż tyle na tym skorzystamy. Właśnie prowadzimy
końcowe rozmowy z nowymi inwestorami, w tym z jednym z Japonii. Jeżeli wszystko
pójdzie dobrze, za dwa tygodnie będę się mógł chwalić sukcesem.





Strona 2 z 3 • Znaleźliśmy 108 rezultatów • 1, 2, 3
Szablon by Sliffka